Grudzień 9

Ważny element w odchudzaniu i nie tylko

By Edwin Zasada In Nowe życie

“Kiedy ludzie mówią Ci, że nie możesz czegoś zrobić, tak jakby chcesz spróbować…prawda?”

Margaret Chase Smith

Ja chciałem bardzo i nadal chcę spróbować wielu rzeczy, a dokładniej swoich sił w ich osiąganiu. To mnie napędza, jest dla mnie jak wysokooktanowe paliwo.

Dwa lata temu, mniej więcej o tej porze, kiełkował we mnie pomysł, aby wywrócić swoje życie. To wtedy snułem pierwsze plany o drodze do szczupłej sylwetki. Te myśli z jednej strony były piękne i kolorowe, a z drugiej ociekały potem i łzami. Pamiętam jakby to było dziś. Czułem wtedy stres, który z jednej strony mnie mobilizował, a z drugiej paraliżował. Oczami wyobraźni widziałem porażkę, której się bałem, a z drugiej wielki transparent z napisem META.

Sam się czasem zastanawiam, jak i skąd ja wziąłem na to wszystko siłę. I gdy tak to sobie analizuję, dochodzę do wniosku, że bardzo istotnym elementem mojej przemiany był cel.  Jeden, jasno zdefiniowany – schudnąć.

Oczywiście w późniejszym czasie wynik na wadze nie był jedynym punktem do osiągnięcia. Pojawiały się kolejne mniejsze cele składające się na większy sukces. Takie bitwy toczyłem m.in rzucając wyzwanie pokonania pierwszego półmaratonu, zdobycia korony półmaratonów oraz pokonanie królewskiego dystansu.

Dzięki temu, że wiedziałem dokąd podążam, potrafiłem zaplanować sobie drogę, jaką muszę przebyć, aby powiedzieć, że zwyciężyłem. Cel wyznaczał mi ilość treningów. Mówił jakiej objętości miały być w danym okresie przygotowań. Nawet towarzyszył mi w kuchni, gdy wybierałem makaron pełnoziarnisty zamiast klasycznego białego. To on wyjmował wagę, aby odmierzyć gramaturę składników. Dzięki celowi wiedziałem, że czekolada w dawniej jedzonych ilościach nie jest moim sprzymierzeńcem.

Gdyby nie on, prawdopodobnie ludzie, którzy mówili mi “będziesz mieć efekt jo-jo” mieliby rację.

Oczywiście, cel to tylko jeden z elementów większej układanki. Do tego dochodzi silna głowa. Jednak to wszystko da się trenować. Tylko musimy wiedzieć dokąd biegniemy.

Teraz gdy mam w nogach ponad 3000 kilometrów pokonanych podczas treningów, a w domu leży cała kolekcja medali z różnych startów w półmaratonach, mógłbym zalec obok nich na kanapie i powiedzieć, że zrobiłem co chciałem. Koniec.

Jednak nie, wyznaczam kolejny punkt na mojej drodze do zdobycia. W 2016 roku, jeżeli uda mi się zakwalfikować, stawiam sobie za cel pokonanie trasy Rzeźniczka (bieg górski rozgrywany 28.05.2016 na dystansie około 27 kilometrów)  poniżej 3 godzin. Po co? Aby mieć silną motywację do treningów, której mi brakowało w ostatnim czasie po urlopie.

Nieliczni z Was zapewne pamiętają, że na poczatku swojej przygody z metamorfozą ten mój jeden najważniejszy cel wypowiedziałem głośno i zobowiązałem się do jego realizacji. To był kolejny motor napędowy i liczę, że tym razem będzie tak samo.

Trzymajcie za mnie kciuki i nie bójcie się mówić o swoich planach głośno i udowadniać niedowiarkom, że chcieć oznacza móc. Powodzenia!

  • Dzisiaj zrobiłem u siebie na blogu podsumowanie bieżącego roku i listę postanowień na 2016:

    http://www.reformbody.pl/2015/12/podsumowanie-roku-i-plany-na-2016/

    Jeden z celów mamy zbieżny – start w Rzeźniczku 🙂 Sam jeszcze kilka dni temu bym nie uwierzył, że wezmę udział w tym biegu, ale jak widać, życie pisze różne scenariusze 😉 Ja dodatkowo, w 2016, mam zamiar doświadczyć wielu nowych rzeczy, brać udział w wydarzeniach, w których do tej pory nie brałem oraz przełamywać swoje kolejne bariery i ograniczenia 🙂 Czego również życzę Tobie 🙂

    Tak trzymaj i do zobaczenia na trasach! 🙂