Kwiecień 26

Warszawa stolicą maratonów – ilu? Dwóch!

By Edwin Zasada In Nowe życie

Bieganie i środowisko biegaczy powinny być ponad polityką i wszelkimi podziałami – takie jest moje zdanie. Sport łączy ludzi, a nie dzieli – i taką zasadą się kieruję. Jednak czasami ludzie z tej drugiej strony próbują wejść z butami do naszego świata. Szkoda, bo tylko krew psują.

Pan Jacek Sasin (poseł) w rozmowie dla radia RMF powiedział „Jeżeli chodzi o maratony to uważam, że jest ich w Warszawie zdecydowanie za dużo”. Czyżby? Jest Pan pewien?

Na pytanie reportera „a ile jest tych maratonów?” poseł odpowiedział „wie Pan, nie potrafię w tej chwili powiedzieć”. W tym momencie oczami wyobraźni widziałem rasowego trolla z internetu, który na forum dużego portalu pod przykrywką anonimowości krzyczy, ale właściwie nie wie w jakim temacie, najważniejsze to być głośnym i zauważonym.

Szanowny Panie pośle, podpowiem – w Warszawie mamy:

  • dwa maratony, Orlen Warsaw Marathon w kwietniu oraz Maraton Warszawski odbywający się we wrześniu,
  • dwa półmaratony, Półmaraton Warszawski w marcu oraz BMW Półmaraton Praski odbywający się w sierpniu

Do tego dochodzą trzy duże imprezy na dziesięć kilometrów (Bieg Powstania Warszawskiego, Bieg Niepodległości oraz Biegnij Warszawo). Zatem jak na miasto, które zamieszkuje 1,7 mln ludzi (dane z czerwca 2015), wcale dużo tych wielkich imprez biegowych nie ma wiele.

Szczególnie jak porównamy się do innych stolic europejskich, takich jak Londyn, Berlin czy Paryż.

Oczywiście, w całej Warszawie na przestrzeni roku odbywa się łącznie 130 biegów, jednak te lokalne nie „paraliżują” miasta, jak to ujął Pan Sasin w rozmowie. Dodatkowo warto przypomnieć, że każda z imprez odbywa się cyklicznie (np. wspomniany Orlen Warsaw Marathon po raz 4), zatem mieszkańcy nie powinni być zaskoczeni takim wydarzeniem. Szczególnie, że organizatorzy jak mogą starają się wcześniej komunikować trasę biegu, godziny zamknięcia ulic oraz sugerować objazdy. I co już powiedzieliśmy, imprezy tego typu nie mają miejsca co weekend.

Zatem w głowie rodzi się pytanie czy miasto na takich imprezach korzysta? Moim zdaniem tak, jednak jako biegacz mogę być mniej obiektywny. Swoje zdanie jednak postaram się w prosty sposób uargumentować, a jak wiemy, najlepszym argumentem są pieniądze.

Ponieważ biegam w całej Polsce od wschodu po zachód, przez południe i północ wiem, że taka pasja kosztuje. Bieganie to czysty biznes. Każdy kto biega, kupuje koszulki, spodenki, buty i całą masę innych gadżetów niezbędnych do realizacji pasji. Jednak to nie są wszystkie wydatki jakie ponosi to środowisko. Jadąc na bieg do innego miasta (a Warszawa jest oblegana przez wewnętrznych jak i zewnętrznych turystów i to dosyć licznie) muszę zarezerwować hotel/hostel, kupić bilet na pociąg/autobus lub zatankować paliwo do auta, zjeść coś przed i po biegu. Często chcąc zobaczyć kawałek miasta, do którego się wybieram, jadę już w piątek, co zwiększa moje wydatki logistyczne. W ten sposób oprócz pakietu kupuję inne usługi i produkty, często u lokalnych firm. Dzięki temu nie tylko organizator czy sponsor imprezy biegowej zyskuje, ale również mały biznes.

Jeżeli ktoś mi nie wierzy na słowo, zapraszam dla przykładu po dowolnym z w/w biegów do pobliskiej miejsca startu knajpki. Praktycznie nie ma szans, aby dostać stolik. Podobnie jest z hotelami, ostatnio goszcząc w Poznaniu obserwowałem jak przyjezdni biegacze zdominowali obiekt.

Jednak pieniądze płynące od biegaczy to jedno, a drugie to propagowanie zdrowego stylu życia. Przecież ludzie, którzy pokonują biegi dziesięciokilometrowe, półmaratony oraz maratony, nie wskakują w buty dzień przed. Oni wcześniej muszą wybiegać setki, jak nie tysiące kilometrów na treningach.

Nasze społeczeństwo jest otyłe, zatem rząd powinien się cieszyć, że organizatorzy imprez biegowych propagują na szeroką skalę zdrowy tryb życia. Sam jestem przykładem człowieka, któremu ten sport odmienił życie i pozwolił zredukować wagę.

Zatem szanowni Państwo, bardzo proszę, nie odbierajcie radości z biegów masowych. One służą, a nie niszczą społeczeństwo.

  • Miaucoon

    „zatem mieszkańcy nie powinni być zaskoczeni takim wydarzeniem. Szczególnie, że organizatorzy jak mogą starają się wcześniej komunikować trasę biegu, godziny zamknięcia ulic oraz sugerować objazdy.”

    Nie zgodziłbym się z tym.
    Po pierwsze są zaskoczeni, wyjątkiem był ostatni Orlen, gdzie w sobotę na całej linii maratonu wystawiono charakterystyczne czerwone słupki i można było się zorientować co i jak. Mam nadzieję że podobny sposób komunikacji stanie się standardem.

    Kolejna sprawa to planowanie trasy. Osoba/y które odpowiadają za planowanie Orlenowskiego i być może Warszawskiego Maratonu też, bo nie pamiętam, powinny być publicznie wybatożone za to, że trasę planują tak że całe południe Warszawy jest od niej odcięte, bo oczywiście trasa MUSI przebiegać wszystkimi drogami łączącymi je z resztą miasta. Zatem w godzinach maratonu chcąc np. z Ursynowa pojechać na Pragę, to najłatwiej jest to zrobić przez Bemowo, bo inaczej się nie da, a wystarczy albo inaczej zaplanować trasę, albo na kilku skrzyżowaniach ustawić policję, która będzie puszczała ruch kiedy nie będzie biegaczy.

    Nie to abym się zgadzał z Sasinem, ale z perspektywy nie biegacza, wygląda to trochę inaczej.

    • Grzegorz Zwierzchon

      Chyba nie wiesz o czym piszesz z Ursynowa na Prage podczas OWM można było przejechać doliną służewiecka ( wyjazd z puławskiej) i mostem/trasą siekierkowską do grochowskiej i stamtąd gdzie chciałeś wiec – proszę najpierw zapoznaj się z faktami a potem opowiadaj. Co do tabliczek to wiszą na trasie zwykle od tygodnia przed imprezą – niestety są małe 🙁

      • Miaucoon

        Opieram się na ich mapie, a tam Witosa była zamknięta pomiędzy 9 z minutami, a 14 z minutami. Być może zamknęli tylko połowę Witosa i puścili ruch częściowo, na szczęście nie musiałem sprawdzać. Pamiętam jednak jak było w zeszłym roku, kiedy nie mogłem spod domu wyjechać, bo wszystkie główne trasy były zablokowane, a oznakowania i informacji żadnych.

  • JackRuns

    święta prawda 🙂

  • emka

    Warto też wspomnieć, że organizatorzy OWM chyba aby mieszkańcom było łatwiej, wyznaczyli taki wczesny start (8.45, zamknięcie depozytów 8.10). To też po to, żeby biegacze nie wkurzali.
    I denerwuje mnie powtarzane jak mantra, że powinniśmy biegać po lesie w biegach masowych. Wówczas protestowaliby Zieloni, a na dodatek – jak zabezpieczyć taki bieg (pomoc musi maksymalnie szybko dotrzeć do potrzebujących, na trasie OWM w tym roku przecież była udzielana pomoc mężczyźnie, u którego zatrzymała się akcja serca…)…
    Miasta są dla wszystkich… dla pieszych, biegaczy, cyklistów, wegetarian, a nawet dla tych, co w samochodach mkną.

  • Bieganie to nie tylko sportowe buty, sprzęt za kilkaset złotych i maratony. To także poświęcenie ludzi, którzy wstają bardzo wcześnie by potrenować i przezwyciężyć swojego wewnętrznego lenia. Czas jaki poświęcają na trening jest dowodem na to, że warto ciągle się rozwijać dążąc do coraz to większych wymagań od siebie.

    Pozdrawiam mega pozytywnie