Styczeń 3

To był intensywny rok – podsumowanie 2015

By Edwin Zasada In Nowe życie

Nigdy nie spodziewałem się, że dieta będzie mieć taki długotrwały wpływ na moje życie. Nie spodziewałem się, że nabierze ono takiego tempa i zmieni się nie tylko pod względem straconych kilogramów na wadze czy centymetrów w pasie. Z roku na rok dzieje się coraz więcej, jakbym za każdym razem leciał na życiówkę i urywał kolejne sekundy z poprzedniego rekordu.

Przeglądając zdjęcia z 2015 roku zdałem sobie sprawę, jaki to był intensywny rok. Rok, w którym zyskałem naprawdę wiele, szczególnie przez naukę czerpaną z towarzyszących mi doświadczeń.

Jednym z najważniejszych na blogowym polu był niewątpliwie konkurs Blog Roku i zwycięstwo w kategorii „Pasje i Twórczość”. Dzięki Waszemu wsparciu miałem okazję zaistnieć przez „pięć minut” i pokazać, że każda rzecz jakiej się poświęcamy w swoim życiu, może stać się naszą pasją, a z czasem przynieść nam większe lub mniejsze korzyści. Wystarczy robić to całym serduchem.

Fot. Kotkowicz.pl

Fot. Kotkowicz.pl

Pamiętam emocje związane z głosowaniem w konkursie, pamiętam samą galę, jakby to było wczoraj. Wtedy do ostatniej chwili nie wierzyłem, że mam jakiekolwiek szanse na wygraną. Wchodząc na salę Paulina zapytała mnie czy mam ułożone chociaż dwa zdania, które powiem przy odbieraniu nagrody. Uśmiechnąłem się i powiedziałem, że nie, ponieważ nie przyjmuję takiej opcji do świadomości. Już wtedy czułem się zwycięzcą, a to co stało się kilka minut później było dla mnie kompletnym zaskoczeniem.

Fot. Kotkowicz.pl

Fot. Kotkowicz.pl

Pokłosiem tego zwycięstwa były m.in. wywiady w radiu czy prasie. Kilka drobnych rzeczy, jednak dla mnie bardzo ważne. W końcu dzięki takim wystąpieniom o blogu mają szansę dowiedzieć się nowi, potencjalni czytelnicy. A im Was więcej, tym rosną szanse, że to co piszę, to co robię ze sobą, kogoś zainspiruje do zmian. To jest dla mnie zawsze największą nagrodą za blogowanie. A każde takie wystąpienie w mediach przy okazji z dumą można pokazać rodzicom.

książka projekt bieganie zabij grubasa

 

Podobnie było również z książką „Projekt Bieganie”, której miałem okazję zostać współautorem z kilkoma innymi postaciami blogosfery biegowej. Pierwszy egzemplarz podarowałem Mamie.

Gdyby mi ktoś dwa lata temu powiedział, że napiszę książkę, uśmiechnąłbym się i popukał w czoło. Dziś mam ochotę kupić jeszcze jedną sztukę i wysłać do swojej Pani Profesor od języka polskiego z liceum. Jej mina prawdopodobnie byłaby bezcenna na widok mojego nazwiska na liście autorów.

Co ciekawe, powyższe rzeczy kompletnie nie były planowane. To wypadek przy pracy, efekt uboczny zdrowego trybu życia. Na 2015 rok zakładałem dwa zupełnie inne cele. Po pierwsze utrzymać wagę, a po drugie przebiec maraton. Obydwa udało się zrealizować. Obyło się bez efektu jojo i doczłapałem się do mety usytuowanej na 42,195 km trasy 37. PZU Maratonu Warszawskiego.

debiut w maratonie

Jednak zanim tego dokonałem, zjeździłem chyba całą Polskę, aby startować w różnych biegach. Czasem były to półmaratony (to mój ulubiony dystans), czasem biegi na dychę. Pojawiłem się m.in. na linii startu w Poznaniu, Krakowie, Gliwicach, Gdańsku, Wrocławiu, Białymstoku. Dzięki temu jestem zdobywcą Korony Półmaratonów Polskich.

korona półmaratonów polskich

W samych startach na dystansie półmaratońskim pokonałem ponad 168 kilometrów, nie wspominając treningów. Jak ostatnio liczyłem, 2015 rok zaowocował w wybieganie grubo ponad 2000 kilometrów. Jednak nie zawsze była to gloria i chwała. Był też pot i ból, obeszło się bez łez (prawie, bo te miałem w oczach na starcie i mecie maratonu).

korona półmaratonów polskich

 

Największą lekcją pokory na biegowej ścieżce życia był BMW Półmaraton Praski. Pokazał mi, że czasem trzeba odpuścić, że nie każdy start to życiówka, a piękny słoneczny dzień na 21 kilometrach może powalić nie jednego biegowego kocura. Długo mi zajęło, aż się pozbierałem po tym biegu. Coś siadło w głowie i trybiki nie działały jak trzeba. Jednak o startach i przeżyciach na trasach będę chciał napisać osobny wpis. W tym roku również mam zamiar relacjonować każdy bieg osobno, bo to masa pięknych wspomnień.

bieg na morskie oko

Do takich niewątpliwie zaliczyć mogę bieg na Morskie Oko. Któregoś dnia w mojej głowie urodził się chory pomysł pt. „wbiegnę tam”. No i wbiegłem, byle jak, ale wbiegłem. Co prawda ta trasa z biegami górskimi nie ma kompletnie nic wspólnego, ale pokazała mi, że góry to wspaniałe miejsce, aby poszurać sam na sam ze swoimi myślami. Zobaczymy jak mi pójdzie w tym roku na Rzeźniczku.

Kurczę, właśnie streściłem Wam prawie 365 dni mojego życia na niecałych dwóch stronach A4. A gdy siadałem do tego wpisu miałem 9 punktów, które chciałem opisać.

Został jeszcze jeden punkt.

Po tych wszystkich biegach, po tych emocjonujących chwilach w życiu nadszedł czas na odpoczynek. Pamiętajcie, nie jesteśmy robotami i czasem trzeba wyluzować, aby potem wystartować ze zdwojoną siłą. Dlatego wspólnie z Pauliną udaliśmy się na urlop. Większość z Was zapewne widziała fotorelację z Bali, jednak mało kto z Was wie, że to właśnie tam miała miejsce dla mnie najważniejsza rzecz w 2015 roku.

wyjazd na Bali

Po trzech latach razem postanowiłem się oświadczyć, a Paulina powiedziała TAK.

Teraz już jako moje narzeczona, a w niedalekiej przyszłości żona, będzie moim najwierniejszym kibicem, trenerem, dietetykiem i przyjacielem. I tak samo jak w ubiegłym roku, tak teraz również należy jej się masa podziękowań. To w końcu ona była ze mną na większości startów, wyczekując mnie na mecie niezależnie od towarzyszącej pogody. Zaakceptowała #biegowepodróże po całej Polsce i pozwoliła mi nasz kalendarz podporządkować różnym startom. Dbała o to, abym dobrze jadł i pilnowała, żebym przed maratonem zrobił komplet badań.

Jestem pewien, że w tym roku będzie tak samo, że razem przeżyjemy kolejny cudowny rok.

A ja pokonam trasę Rzeźniczka poniżej 3 godzin, zaliczę udany start w Berlinie oraz zrobię kolejny krok do Korony Maratonów Polskich. Bo skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B i trwać w tym.

Dobrego 2016 roku Wam życzę!

  • Jesteś cudowny. Masz w sobie tak dobrą, pozytywną energię, że czasem aż brakuje mi słów. Przebija z Ciebie tak wspaniała skromność i szczerość w najczystszej formie, że budzisz we mnie odruchowe pragnienie, by też kimś takim się stać. Jak to robisz? Skąd w Tobie tyle radości? Twoja historia jest dla mnie tak niesamowita, że wciąż odtwarzam ją na nowo, wracając do starych wpisów. Jak Ci się udało nie stracić motywacji i cieszyć z każdego, małego sukcesu? Serdecznie Cię podziwiam i trochę też zazdroszczę – jesteś niezwykłym, uroczym człowiekiem. Ja nie mam nadwagi, jestem szczupłą, młodą dziewczyną ze zbyt siedzącym trybem życia. Ciężko mi teraz coś w nim zmienić – na pierwsze efekty przy mojej wadze pewnie będę musiała czekać długo, zbyt rozbujała ambicja odbiera mi radość z drobnych zwycięstw i właściwie – w ogóle nie dostrzegam tego, co dobre, chociaż malutkie. Gdy na Ciebie patrzę, sama mam ochotę zacząć biegać – choć nie daje mi to żadnej radości i bardziej męczy, niż pobudza. Nie porzucaj tego, co robisz. Bez względu na to, ilu ludzi los odmienisz – nie widząc efektów, nie przestawaj. To ma sens i ogromną wartość – dajesz wspaniały przykład. 🙂 Szczęśliwego Nowego Roku – jeszcze bardziej zaskakującego niż poprzednie! 🙂

  • Gratuluję wszystkich osiągnięć!
    ps. Ładnie napisane 🙂