Kwiecień 25

Nogi chciały, głowa nie – relacja z Oshee 10 km

By Edwin Zasada In Nowe życie

Przed biegiem po nową życiówkę na dziesięć kilometrów wszystko wyglądało nie tak, jak trzeba. Przez co głowa włączyła hamulec bezpieczeństwa na trasie, a dzień po odczuwalny jest ostry niedosyt. Bo w końcu mogło być lepiej. Wiem o tym, ale schrzaniłem w dużej mierze na własne życzenie.

Trasa biegu Oshee 10 km była prosta i miała pozwolić na realizację nowej życiówki. Ostatni raz powalczyłem o wynik na tym dystansie jesienią w Gdańsku. Wtedy udało się wykręcić 43:33 i przyszedł najwyższy czas, aby ten wynik poprawić. Ostro do tego startu trenowałem, chyba za ostro, bo na ostatniej prostej potrzebowałem trochę rozluźnić pośladki. Z pomocą przyszła mi tu konferencja branżowa i długa noc na parkiecie. Było też kilka drinków. To był błąd, ale kto z nas ich nie popełnia?

Nawet przez moment zastanawiałem się w piątkowy wieczór czy nie odpuścić. Czy po prostu nie odebrać pakietu i nie zawiesić go na kołku, a na bieg udać się tylko w celu kibicowania. Wiem, że każde klaszczące ręce na trasie są na wagę złota. Niby od imprezy do biegu zostały jeszcze trzy dni, ale nie czułem się komfortowo. Szczególnie, że w czwartek byłem na nogach 24h, a perspektywa dobrej regeneracji była praktycznie zerowa. Na szczęście te myśli gdzieś się rozwiały. W sobotę wracając z Gdańska jechałem już pociągiem z głową pełną myśli o nowej życiówce.

Z dworca udałem się prosto do miasteczka biegaczy. Trzeba przyznać, że organizatorzy kolejny raz mieli rozmach. Błonia stadionu to świetna lokalizacja, a do tego olbrzymia ilość namiotów, wszystko pięknie oznaczone. Odbiór pakietu zajął mi 2 minuty plus czas, który spędziłem na expo. A jak już jestem przy tym temacie, to nie mogę pominąć faktu, że w mojej ocenie to jedne z lepiej przygotowanych targów. Dużo wystawców (Adidas i Asics miały fajne stoiska), jeszcze większa ilość zwiedzających i jakoś tak przyjemnie. Alejki całkiem szerokie (a szlajałem się z walizką u boku, więc wiem co mówię), jak na możliwości lokalizacyjne. Było tak fajnie, że zrobiłem nawet małe zakupy, co mi się raczej nie zdarza na expo.

Na twarzach zawodników odbierających pakiety jeszcze wtedy nie widziałem stresu, wręcz przeciwnie.

Czytając w internecie relacje ludzi z biegu natknąłem się na dwa główne zarzuty do organizatorów. Pierwszym była wczesna godzina biegu. Start był zaplanowany na 8:45, co oznaczało bardzo wczesną pobudkę. Nie będę ukrywać, przez chwilę sam uważałem ten pomysł za poroniony mając na uwadze własne ja. W końcu liczyłem na odrobinę dłuższy sen, a tu trzeba było się wcześniej zebrać, aby dojechać na miejsce.

Jednak po chwili zastanowienia zrozumiałem, że nie mogę być samolubem. Że oprócz mnie biegnie ponad dwadzieścia tysięcy ludzi w tym m.in maratończycy, dla których, w przypadku pięknej pogody, szuranie w upale mogło być bardzo uciążliwe. Stąd wnioskuję, że organizatorzy wybrali taką porę startu. Finalnie uważam to za dobry ruch. Szczególnie, że po 12:00 już dla mnie było po wszystkim. Udało mi się wybiegać swoje i pokibicować, a jeszcze pół dnia wolnego.

W kontekście czasu startu organizatorzy Orlen Maratonu wpadli na jeszcze jeden genialny pomysł. O godzinie 8:35 zamknęli bramki do stref czasowych. Cenię sobie punktualność, zatem plus dla Was za ten numer. Jeżeli ktoś się spóźnił, musiał startować z samego końca. Dodatkowo wolontariusze tak mocno pilnowali wchodzenia do odpowiednich stref, że musiałem chwilę tłumaczyć jednej z osób z obsługi, dlaczego chcę wystartować z wolniejszej strefy niż miałem przyznaną na pakiecie. I nie było miękkiej gry, że chcę wolniej biec. Naprawdę musiałem chwilę się tłumaczyć, aż ktoś z tłumu się za mną wstawił, że chcę dobrze.

IMG_4743

Biegacze z wózkami budzą u mnie podziw

Drugim zarzutem wobec organizatorów był temat wąskiego gardła w biegu na dychę. Na samym starcie było około 200 metrów, gdzie ludzie tracili cenne sekundy, a przy walce o życiówkę wiecie, że to właśnie one mają olbrzymie znaczenie. Mnie ten problem dotknął w minimalnej skali, ponieważ nie biegłem w najliczniejszej grupie, ale i tak odczułem to na własnej skórze. Na szczęście zając na 42:30 sprawnie nas przeprowadził przez pierwszy kilometr i zegarek na jego końcu pokazał 4:07. Dzięki Ci za to i za cały bieg. Dobrze poprowadziłeś grupę, a mi dzięki Twojemu prowadzeniu udało się pobić życiówkę.

Bieganie rodzi przyjaźnie

Bieganie rodzi przyjaźnie

Mam nadzieję, że z tych dwóch głosów krytyki ktoś wyciągnie wnioski na przyszłoroczną edycję. Bo tak poza tym to bieg był na mega poziomie. Trasa co prawda inna niż przed rokiem i ciężko porównywać wykręcone czasy, ale biegacze na 10 km nie powinni narzekać. Było płasko, było szybko, a wiatr czy temperatura to nie sprawa organizatorów, a siła wyższa. Ogólnie warunki moim zdaniem fajne.

I gdyby tylko z rana przed biegiem nie zaatakowały mnie problemy żołądkowe, a na bieg nie zabierałbym na wszelki wypadek stoperanu myślę, że mogłoby być lepiej. Następnym razem muszę ograniczyć ilość błonnika w pokarmie. Dobre paliwo to podstawa nie tylko na połówce czy maratonie.

Wynik 42:20 wiem, że nie jest moim szczytem. Jednak cieszę się, że udało się poprawić jesienny czas przywieziony z Gdańska. Szczególnie, że podczas Oshee 10k zaliczyłem również życiówkę na 5 km uzyskując czas 20:55, co oznacza, że jest olbrzymia szansa złamać w tym sezonie magiczną barierę 20 minut na tym dystansie. Trzymacie za to kciuki – to byłby dla mnie sukces.

ORLEN Warsaw Maraton 2016

Po całym tym bieganiu na 10 km emocje wcale nie opadły, a ja od tak nie mogę zakończyć relacji z tego dnia. W końcu poza walką o swój wynik pojawiłem się na starcie, aby pokibicować maratończykom, szczególnie naszej elicie, która tego dnia walczyła o minimum na Igrzyska Olimpijskie.

Udało się – Henio Szost oraz Artur Kozłowski będą nas reprezentować w Rio. Zdobyli kwalifikacje pokazując serce do walki. Szczególnie aktualny Mistrz Polski w Maratonie, Artur Kozłowski. Chłopie, zapewne tego nie przeczytasz, ale jak dla mnie jesteś kosmitą. Doszedłeś ścisłą czołówkę biegu, nabiegałeś chwilę z nimi, a potem pokazałeś, jak się finiszuje. Nigdy nie przypuszczałem, że kibicowanie biegaczom dostarczy mi tyle emocji – myliłem się.

Źródło: Orlen Marathon

Źródło: Orlen Marathon

Artur Kozłowski wspólnie z Henrykiem Szostem, jak to Henryk ujął, wyjechali Kenijczyków tego dnia do zera. Jak widać można, wystarczy odpowiedni trening i cel. Jednak nie tylko oni są zwycięzcami tego biegu. Jest dla mnie nim każdy, kto ukończył tego dnia maraton lub dyszkę, również są nimi wszyscy, którzy ruszyli tyłek z kanapy i poszli biegać.

Najpiękniejsze zdjęcie z Orlen Maratonu 2016 Źródło: Anna Kamińska

Najpiękniejsze zdjęcie z Orlen Maratonu 2016 Źródło: Anna Kamińska

A ja tak pozazdrościłem wczoraj maratończykom biegu, że zapisałem się na maraton we Wrocławiu. Będzie walka na jesień, to moja droga do korony. Trzymajcie kciuki.

  • Gratulacje 🙂 Warto stawiać sobie wysoką poprzeczkę, by ciągle się rozwijać i uczyć na nowo.

    Pozdrawiam mega pozytywnie