Luty 29

Obudź się w końcu – kierunek Londyn

By Edwin Zasada In Nowe życie

Czasem w życiu każdego z nas jest taki moment, w którym zdajemy sobie sprawę, że coś przegapiliśmy. Że pociąg, do którego mieliśmy wsiąść, odjechał, a my stoimy jak słup na peronie…

Ja tym razem w ten sposób przespałem zimę. Czas zatem nadrobić straty.

W ostatnią niedzielę (28.02) miał miejsce IV Bieg Tropem Wilczym w Warszawie. Rzutem na taśmę postanowiłem zapisać się na to wydarzenie i wziąć udział w biegu na 10 kilometrów. Dystans wydawał się fajny i bez problemu w zasięgu ręki (w końcu mam na koncie maraton – takie myśli mi się kołatały po głowie), a sama impreza ma charakter historyczny, upamiętniający Żołnierzy Wyklętych. Zatem nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. W końcu to największy tego typu bieg w Polsce. Jednocześnie w ponad 160 miastach (również poza granicami kraju) startuje 40 000 ludzi, aby uczcić pamięć tych, którzy walczyli.

No i w ubiegłym roku też biegłem.

No i właśnie ten ubiegły rok był wyznacznikiem mojej zimowej porażki. Podczas III edycji Biegu Tropem Wilczym wyszurałem życiówkę na tym dystansie. Wtedy był to czas 47:43. A jak poszło w tym roku? No ciut lepiej, bo na mecie zameldowałem się z czasem 45:57.

Jednak to za mało!

Bieg Tropem Wilczym był idealnym startem do wyciągnięcia wniosków na koniec zimy. Trasa biegu była identyczna rok do roku, a do tego płaska. A tu proszę czas gorszy od życiówki przywiezionej z Gdańska o 2 minuty i 23 sekundy (życiówka – 43:34).

Część z Was może się postukać w czoło i pomyśleć, że oszalałem. Przecież to świetny czas. I macie poniekąd rację. Ja jednak uważam, że gdybym trenował, jak należy, to utrzymałbym formę z Gdańska, a nawet zaliczył progres. Teraz biję się w pierś i obieram plan naprawczy.

Kierunek Londyn, cel średnie tempo 4:40.

Po przemyśleniu tematu postanowiłem wziąć się w garść. W tym celu od dziś włącznie zabieram się ostro za trening. W jego skład wchodzić będzie bieganie, siłownia oraz basen przeplatany ze skakanką.

Do półmaratonu w Londynie pozostało mi 21 dni licząc w tym również dzisiejszy. Zobaczymy czy mój plan przyniesie oczekiwane rezultaty. Na szczęście nie muszę budować formy od zera.

Podstawą treningu będzie oczywiście bieganie. Plan jest taki, aby przed półmaratonem wykonać 9 treningów biegowych. Dwa z nich to na 100% długie wybiegania na pełen dystans zawodów, a pozostałe poświęcę na interwały, tempówki oraz podbiegi. Muszę popracować zdecydowanie nad siłą. Całość będzie uzupełniona konkretnym rozciąganiem, z którym dotychczas nie byłem najmocniej zaprzyjaźniony – a to olbrzymi błąd.  W związku z tym będzie mi ono towarzyszyć codziennie, a nie tylko w dni treningowe.

Siłownia w moim planie ma być uzupełnieniem, które będę sobie dawkować 2, a nawet 3 razy w tygodniu. Będą to treningi wzmacniające przede wszystkim brzuch, ale również ręce oraz plecy. Jednak spokojnie, nie mam w planach zostać koksem, po prostu samo bieganie to nie wszystko. Trzeba urozmaicać trening.

Żeby zwiększyć efekty (szczególnie chodzi o dojście do wagi 78 kilogramów) codziennie rano wykonywać będę serię ćwiczeń na pobudzenie, m.in. przysiady czy pompki, a wieczorem deskę uzupełnianą brzuszkami.

Z kolei basen oraz skakanka to forma urozmaicenia. Ten pierwszy element ma pozwolić zrelaksować się ciału. Nie jestem żadnym wybitnym pływakiem, większość gimnazjalistów zapewne wyprzedziłaby mnie na basenie. Zatem dwa, może trzy razy przed zawodami wyskoczę odrobinę się popluskać, a przy okazji zaliczę saunę.

Całość zamykać będzie dieta. Bo bez odpowiedniego paliwa nie ma szans pojechać do przodu. Zatem zero imprez, zero słodyczy, zero ustępstw. Czas wprowadzić odrobinę terroru w życiu. Jednak spokojnie, to nie oznacza głodzenia się. Po prostu będę dostarczać organizmowi najlepsze pożywienie pełne wszystkich makroelementów.

Ok, ok, ok… Zapewne zastanawiacie się, dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo to mi pozwoli łatwiej osiągnąć cel. Wiem, że z przyjemnością rozliczycie mnie z tego, co sobie założyłem, a jak część z Was zapewne wie, ja nie lubię przegrywać. Zatem trzymajcie kciuki, szykują się konkretne trzy tygodnie.

PS. Na szczęście waga przez zimę nie ucierpiała. J

  • Katarzyna

    Bardzo podoba mi sie Twoje podejście do biegania i doskonale Cię rozumiem. Trzymam kciuki!:)

  • Basen jest świetny na poprawę wydolności, przynajmniej widziałem efekty u siebie. 45 minut ciągłego pływania raz w tygodniu wystarczyło, żebym dużo wolniej łapał zadyszkę na zawodach biegowych. Także Twoja droga jest bardzo dobra, tym bardziej, że wszystkie dodatkowe aktywności, które wymieniłeś, poprawią sprawność i wydolność. A jak dasz ciała w Londynie, to Cię rozliczymy 😉

  • Jeżeli przespałeś zimę – jak to nazywasz – to widocznie tak miało być. Nic na siłę i nie ma do czego się zmuszać. Tak czułeś i tak zrobiłeś. Nie żebym Ci źle życzył, ale na olimpiadę pewnie już nie pojedziesz, więc nie ma co się zarzynać. Nie osiągnięty czas, a przyjemność czerpana z biegania jest w tym momencie najważniejsza. A ta jak widać wciąż Cię niesie. Formę trzymasz, dobrych nawyków nie zmieniasz i tym powinieneś się chełpić.

    Dla mnie basen jest piekielnie nudny. Nauczyłem się biegać bez słuchawek i potrafię wyłączyć ze świata uciekając w swoje myśli, ale podczas pływania sobie z tym nie radzę. Nudzę się jak cholera. Przez dwa lata, dwa razy w tygodniu, po godzinie trawiłem na pływaniu. Po piętnastu minutach wydawało mi się, że siedzę w basenie nie wiadomo jak długo i przy każdej nawrotce zerkałem ukosem na zegar. Faktycznie, uczciwie muszę przyznać, że pływanie regulowało mi doskonale oddech. Ostatnio zaś, widziałem MP3 Speedo do słuchania w trakcie pływania i przyznam, nawet zacząłem rozważać. Obecnie od ponad roku nie byłem na basenie.

    A propos startów; ja jakoś nie czuję ciągu. Biegam, bo lubię, jak głosi hasło i do tej pory nie zatliła się w mojej głowie najmniejsza iskierka, która by mnie pchnęła do startu w imprezie biegowej.

    Najbliższy pół maraton w Londynie już w nadchodzący weekend, może więc… Jeśli nie, to powodzenia za trzy tygodnie.

  • Jak widzę ciężko utrzymać w jednym miejscu osobę, która ma tyle chęci do rozwoju siebie 🙂
    Powodzenia.

    Pozdrawiam mega pozytywnie