Wrzesień 30

Naleśnikowo Gdańsk – jak było czyli opinia o lokalu

By Edwin Zasada In Recenzje lokali, restauracje Gdańsk

No dobra, zabieram Was dzisiaj w podróż w czasie i chcę, abyście przypomnieli sobie na chwilę swoje ulubione danie, przekąskę z dzieciństwa, do której wracacie po dziś dzień. Na pewno jest jedna taka rzecz, którą miło wspominacie.

W moim przypadku są to niewątpliwie naleśniki. Kocham je od dzieciństwa pod każdą postacią. Czyste, z posypką, nadzieniem, a najbardziej z dżemem truskawkowym. Zatem skoro darzę je takim uczuciem, podczas ostatniego wyjazdu nie mogłem przejść obojętnie obok reklamy kierującej mnie do gdańskiej naleśnikarni.

Najlepsze naleśniki robiła mi kiedyś mama. Pamiętam jak czasem bawiłem się gotowym naleśnikiem wygryzając dziurki na oczy i usta. Coś a la maska. Kilka sekund później cały naleśnik znikał bez śladu. Taka sytuacja. W lokalu jednak takie numery raczej nie przystoją dorosłemu mężczyźnie, ale zanurzyć zęby w cieście i skosztować serwowanych pyszności to już owszem.

Zatem zobaczcie co mam do powiedzenia na temat gdańskiego Naleśnikowo znajdującego się na ulicy Ogarnej.

Jest to mały lokal, ale bardzo kolorowy. Jak na mój gust projektowała go kobieta. Tyle w nim barw, taka magiczna kraina dla dziecka. Nie mój gust, ale widać, że ktoś miał swoją koncepcję i chciał ją spójnie egzekwować. Zupełnie inne miejsce niż Naleśnikarnia Cuda Wianki w Sopocie, którą Wam kiedyś opisywałem i polecałem.

Inna i dla mnie niestety ciut gorsza, ale nadal miejscówka na mapie Trójmiasta, w której da się zjeść. Zaletą tego miejsca niewątpliwie jest cena. Jak na okolice starego miasta można naprawdę tanio i porządnie się najeść. Jedzenie w smaku jest ok, ale jednak czegoś mi brakuje, aby to miejsce nazwać restauracją. Dla mnie to po prostu naleśnikarnia, coś więcej niż bar mleczny.

Wpadasz podczas spaceru na szybki obiad, zjadasz i lecisz dalej. Trochę tłoczno (nawet po sezonie), a kuchni praca wre. Jednak nie można odmówić obsłudze, że się stara. Jest miła, ale trochę uśmiechu jej brakuje, co nie pasuje do tak kolorowego miejsca.

Co do dań, miałem przyjemnosć skosztować trzech. Pierwszym był naleśnik wegetariański z serem mozzarella, feta, ziołami oraz suszonymi pomidorami, podany z sosem czosnkowym. Ciasto było lekko ciągnące się, smaczne, takie babcine. Jednak połączenie tych składników dawało bardzo słony posmak w ustach. Natomiast największym minusem tego dania był sos. Fajny, ale za dużo w nim czosnku. Wystarczyło zrobić go dzień wcześniej na mniejszej ilości czosnku i nie byłoby tego problemu. A muszę przyznać, piekło odrobinę od jego ilości.

Pozycją numer dwa był naleśnik z nutellą, wiśniami, białym serem oraz polewą czekoladową. No jako łakomczuch powiem jedno – rewelacja! Połączenie czekolady i wiśni zawsze musi się udać, to naprawdę połączenie nie do popsucia. Uszy mi się trzęsły z radości jak się zajadałem. Polecam tę pozycję! Wydaje mi się, że naleśniki na słodko są mocniejszą stroną menu tego miejsca. W końcu w każdym z nas drzemie mały łakomczuch.

Natomiast ostatnie, trzecie danie to pomyłka roku, którą szefostwo lokalu powinno wykreślić z karty. Mowa o sałatce z grilowanym kurczakiem (przesuszonym), chrupiącym bekonem (zimnym i tłustym), sałatą, ogórkiem konserwowym, kukurydzą i sosem czosnkowym.

Reasumując, można wpaść do tego lokalu, aby zaspokoić głód. Jednak jest to miejsce, które powinno zmniejszyć trochę ilość pozycji w karcie, wybrać kilka, ale za to rewelacyjnych dań. Jeżeli będziecie sie tam wybierać, polecam odwiedziny w godzinach 10-12. Wtedy lokal ma akcję „Słodkie Godzinki“, czyli za 10 zł dowolny naleśnik na słodko z kawą lub herbatą.

Łapcie kilka zdjęć z lokalu:

Naleśnikowo Gdańsk - jak było czyli opinia o lokalu

Naleśnikowo Gdańsk - jak było czyli opinia o lokalu

Naleśnikowo Gdańsk - jak było czyli opinia o lokalu

To w sumie na tyle, ja zgłodniałem, a Wy?

Jeżeli Ci się spodobał ten tekst daj lajka poniżej lub zapisz się na newsletter.

  • Miej litość – foty powinny być ukryte pod wielkim napisem „na własną odpowiedzialność”… zgłodniałem..

    • Edwin Zasada

      Następnym razem obiecuję poprawę. Te fotki wyszły tak sobie, ale poczekaj do wieczora jak drugi wpis (przepis) uda mi się wrzucić. 🙂