Grudzień 26

Korona Półmaratonów Polskich 2017 – gdzie warto wystartować?

By Edwin Zasada In Nowe życie

Końcówka roku to czas, kiedy większość biegaczy, pomiędzy pierogiem a hukiem otwieranego szampana, rozmyśla już o nowym sezonie startowym. W powietrzu jednak czuć jeszcze zapach żelu rozgrzewającego mięśnie na zawodach minionego sezonu, który wydobywa się z każdej opowieści dotyczącej biegania przy świątecznym stole. Tu byłem, tam biegłem, tyle kilometrów pokonałem na treningach.  Puls skacze jak na starcie maratonu, a tu atmosferę dodatkowo podsyca jeszcze magiczne pytanie „jakie masz plany na przyszły rok?”.

Ja od dwóch lat doskonale wiem już przed nowym rokiem, gdzie mam zamiar wystartować. Zawsze podświadomie ustawiam sobie również cel numer jeden, a potem dążę do jego realizacji. I jak przypuszczam nie jestem w tym działaniu osamotniony, dlatego m.in. tytuł Korony Polskich Półmaratonów, o której chce dziś z Wami pogadać, zdobywa coraz więcej osób.

Bo ten tytuł to cel wielu biegaczy.

W kilku słowach wyjaśnię może czym jest owa Korona Półmaratonów dla osób, które jeszcze nie wiedzą. Jest to tytuł oraz pamiątkowy medal, który otrzymuje się za ukończenie w danym roku kalendarzowym minimum 5 półmaratonów z listy opracowanej przez Polskie Stowarzyszenie Biegów.

Na liście zawodów do pokonania pojawia się około 10 imprez (2015 rok – 12, 2016 rok -10, 2017 – 10). Jednak, żeby nie było tak łatwo, wspomniana lista jest podzielona na 3 kategorie, które łączą ze sobą pewne biegi i tym sposobem każdy, kto marzy o Koronie Półmaratonów musi pokonać z każdej takiej grupy przynajmniej jeden start.

Przykładowe grupy:

a) co najmniej jeden (1) z trzech półmaratonów: Warszawa, Poznań lub Kraków;

b) co najmniej jeden (1) z czterech półmaratonów: Sobótka, Białystok, Grodzisk Wlkp., Piła;

c) co najmniej jeden (1) z pięciu półmaratonów: Wałbrzych, Gniezno, Gliwice, Szamotuły, Kościan;

Po co takie „udziwnienie”? Odpowiedź jest prosta. To daje możliwość promocji innych biegów niż ten w Warszawie, Poznaniu, Krakowie czy Wrocławiu. W ten sposób rozwija się turystykę biegową, bo bez podróży za biegami nie ma szans na ten tytuł.

Osobiście mogę się pochwalić zdobyciem korony w 2015 (996 zdobywców) oraz 2016 roku (1731 zdobywców na stan z 19.12). I nie będę ukrywać, że każdego kto zapyta czy warto, będę zachęcać do tej zabawy na poziomie półmaratonu.

Korona Półmaratonów Polskich 2017 - gdzie warto wystartować?

Korona Półmaratonów – medal za edycję 2015

Ok, zatem skoro znamy już ogólne zasady, wiemy czym owa Korona jest, warto zastanowić się chwilę i wybrać biegi, które pozwolą zdobyć ten tytuł w 2017 roku. Podzielę się z Wami moimi odczuciami na temat wybranych imprez bazując na dotychczasowych doświadczeniach. Mam nadzieję, że przyda Wam się to w planowaniu.

Jednak zanim o poszczególnych imprezach, poznajmy listę zawodów oraz grupy przypisane na 2017 rok:

a)    co najmniej jeden (1) z czterech półmaratonów: Warszawa, Poznań, Wrocław, Kraków;

b)   co najmniej jeden (1) z trzech półmaratonów: Białystok, Grodzisk Wlkp., Piła;

c)    co najmniej jeden (1) z trzech półmaratonów: Gdynia, Wałbrzych, Gniezno;

Ponieważ Warszawa i Poznań w tym roku odbywają się tego samego dnia to już opcja zaliczenia dwóch największych półmaratonów w Polsce Wam odpada niestety. Zatem co ja bym atakował? Na pierwszy ogień poszłaby Gdynia (jeszcze nie biegałem), potem byłaby moja ukochana Warszawa. Ze stolicy udałbym się do Białegostoku po czym zastanawiałbym się czy wybrać Wrocław czy jednak Wałbrzych. A na sam koniec odwiedziłbym Kraków. Dlaczego te biegi? Już tłumaczę.

Gdynia – tam jeszcze nie biegłem w półmaratonie, a kusi mnie, aby odwiedzić północ kraju w tym celu. Szczególnie, że nie jest to tak popularna impreza jak w Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu, dzięki czemu można ominąć dzikie tłumy, a przy okazji zmierzyć się z trasą ciągnącą się kawałek Bulwarem Nadmorskim, aby finiszować na Skwerze Kościuszki.

Warszawa – choćby przez stolicę miało przejść gradobicie w dniu biegu, to do momentu, aż będę na chodzie, mam zamiar biegać w tym półmaratonie. W końcu to był mój pierwszy półmaraton, to tu idąc na linię startu mogę słuchać Czesława Niemena i jego Snu o Warszawie. Ten bieg niewątpliwie wyznacza standardy organizacji imprez w Polsce. I z roku na rok jest coraz ciekawiej, tłumniej, a trasa – choć szybka, bo Mazowsze jest płaskie – zawsze ma jakiś swój smaczek np. w postaci Agrykoli czy innej Belwederskiej lub Sanguszki. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a przy okazji zwiedzi biegowo stolicę.

Plusy: trasa, organizacja

Minusy: ścisk na początkowej części trasy

Białystok – miasto, które pokochałem całym moim biegowym serduchem.  Uwielbiam ich za ogrom pracy, który wkładają w organizację tego biegu. Uwielbiam ich za babkę ziemniaczaną z zimnym piwem na mecie. Doceniam trasę tego biegu, bo dwukrotnie biłem tam swój rekord życiowy. Ludzie są tam serdeczni i chociaż impreza nie jest na kilkanaście tysięcy ludzi, to gdyby nie mój lokalny patriotyzm i sentyment do Warszawy, to właśnie Białystok byłby moim liderem. Trasa pozwala rozwinąć skrzydła, bieg jest w maju, dzięki czemu temperatura jest jeszcze ok, a przy odbiorze pakietów nie ma czegoś takiego jak kolejka. Każdy wraca z tego biegu z uśmiechem.

Plusy: trasa, klimat

Minusy: brak

Wrocław – ale tu gorąco – tak można w skrócie spuentować tę imprezę. Biegłem dwa razy i dwa razy późnym wieczorem przemierzając ulicę Wrocławia czułem się jak w saunie. Tak, dobrze czytacie, wieczorem, bo jest to impreza nocna, co dodaje jej smaku na tle innych biegów umieszczonych na liście do korony. Trasa jest płaska i teoretycznie szybka, ale warunki pogodowe nie jednego kozaka tutaj pokonały. Dodatkowo wyzwaniem może być żołądek, który o ile jest przyzwyczajony do treningów wieczorami, to może różnie znosić obciążenia związane ze startem. Szczególnie mając na uwadze wcześniejsze naładowanie węglowodanami (ja nigdy nie wiem we Wrocławiu kiedy to zrobić) oraz chęć walki o życiówkę.

Plusy: bardzo płaska trasa,

Minusy: czasem szwankująca organizacja, pogoda

Wałbrzych – gdybym mieszkał nad morzem, pewnie bym się nie porwał na start w tym mieście. Już wycieczka z Warszawy wydawała się szalonym pomysłem. Odległość do pokonania robi swoje – cały weekend w drodze. Jednak jak już się dotrze na miejsce, ma się poczucie, że całe miasto żyje tą imprezą. W tym roku biegaczom towarzyszyła ulewa, a mimo to na ulicach miasta miało się wrażenie, że kibice są obecni na każdym jej metrze. Nie wiem czy to zasługa 3 pętli, gdzie w pewnym momencie człowiek czuje się jak chomik w klatce, czy trzech długich podbiegów (Belwederska to pikuś), które za ostatnim podejściem mogły wyzwalać dziką euforię lub halucynacje (taki żarcik).

Plusy: kameralny bieg, ilość kibiców

Minusy: odległość, trasa na pętli

Kraków – to tutaj zamykałem wyścig o koronę w 2015 roku. Traktowałem ten bieg na luzie, bo to była końcówka sezonu dla mnie, a zmęczenie dawało o sobie znać. Trasa nie jest płaska, zatem nie będziecie się tam nudzić. Organizacyjnie bieg jest na fajnym poziomie. Dodatkowo biegacze mogą zobaczyć masę atrakcji turystycznych Krakowa, co dla przyjezdnych jest dodatkowym atutem. Jeżeli wybierzecie się w piątek do stolicy Małopolski, warto wieczorem udać się na Kazimierz czy też wyznaczyć na sobotę trasę zwiedzania. Szczególnie gdy gościcie tam pierwszy raz, skoczcie na zapiekankę pod okrąglak lub na kiełbaskę z niebieskiej Nyski.

Plusy: turystyczna trasa

Minusy: powietrze

To by było na tyle jeżeli chodzi o moje sugestie dla osób, które już planują Koronę lub dopiero zaczynają myśleć o jej zdobyciu. Teraz musicie sobie to wszystko przeanalizować, sprawdzić połączenia między miastami (ja dużo podróżowałem pociągiem) i ogarnąć budżet – bo Korona Półmaratonów nie jest najtańszą zabawą.

Na sam koniec dodam tylko, że warto uwzględniać jeden zapasowy bieg, ponieważ jak to w życiu bywa, mogą nam się przydarzyć różne kontuzje czy okazje, które skutecznie odciągną nas od startu. A szkoda byłoby zdobyć cztery z pięciu wymaganych biegów i obejść się smakiem tego bądź co bądź nadal elitarnego tytułu.

Powodzenia dla wszystkich, którzy podejmą się tego wyzwania. Ja również może spróbuję po raz trzeci w 2017 roku powalczyć, aby korona półmaratonów byłą moja, zatem do zobaczenia na linii startu lub na mecie.

  • Norbert

    Gdzie trzeba się zgłosić po odbiór medalu po przebiegnięciu wymaganej liczby biegów?

    • Piotr Romanowski

      wysyła się wniosek wraz z potwierdzeniem zapłaty na konkretny adres. Proponuję zapisac się do grupy na FB i sprawdzić regulamin 😉

      • Dokładnie wypełnia się papierek gdzie wskazujemy jakie biegi ukończyliśmy zgodnie z regulaminem, podaje się czasy i śle do organizatora. A następnie dokonuje opłaty. Regulamin jasno to definiuje: http://bit.ly/2igkt4S

  • Piotr Romanowski

    Co we Wroclawiu pod kątem organizacji Ci sie nie spodobało? Chodzi o dojazdy/tramwaje?

    • Wracałem z połówki w tym roku na piechotę – poddałem się. Dodatkowo zawirowania przed imprezą z medalami i ich zmianą, ilością pakietów i i ich ceną. Dla jasności dodam, że zazwyczaj nie mam problemu z opłatami za bieg, ale tutaj mam wrażenie, że ktoś przesadził. Dodatkowo jestem przekonany, że zmiana miejscówki imprezy dobrze jej zrobi. W Poznaniu do pewnego momentu Malta też była wystarczająca, a potem robił się tłok na starcie co jak wiesz może powodować frustrację u osób walczących o życiówkę, a trasa we Wrocławiu niewątpliwie do tego zachęca.

  • Gustavo Woltmann

    Bardzo ciekawy i informatywny post! Chyba w całych „internetach” ciężko znaleźć tak opisowy zbiór wszystkich półmaratonów! 😉 Pozdrawiam

  • Moje tegoroczne postanowienie – chociaż trzy półmaratony 🙂 czuję że jestem gotowy. Podziwiam za wytrwałość – mam nadzieję, że dotrę do Twojego poziomu 🙂 pozdrawiam i zapraszam do siebie http://blog.ozonee.pl/10-postanowien-noworocznych-ktore-zachwyca-twoja-dziewczyne/