Styczeń 10

Jak efektywnie schudnąć i uczynić dietę tańszą? #1

By Edwin Zasada In Nowe życie

Te dwa pytania pojawiają się prawdopodobnie w głowach wszystkich, którzy myślą o starcie lub już rozpoczęli swoją dietę. W związku z tym postanowiłem podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami na ten temat w nieregularnym cyklu wpisów.

Będą to krótkie, ale mam nadzieję pomocne notatki.

Tak więc dziś na pierwszy ogień idzie odchudzanie grupowe.

Spokojnie, nie jest to nic w rodzaju „AA“ dla ludzi zmagających się z otyłością, tylko pomysł na wspólną motywację i wymianę obowiązków. W końcu nie każdy musi być indywidualistą w życiu. Niektórym prace zespołowe przynoszą zdecydowanie wymierniejsze efekty.

Tak więc zacznijmy od podstaw. Chcesz schudnąć? Znajdź drugą osobę, która stawia przed sobą taki sam cel – redukcja wagi. Może to być koleżanka/kolega z pracy, sąsiad/sąsiadka czy nawet Pani z osiedlowej piekarni, którą codziennie rano widzisz. To jest obojętne. Ważne jest, abyście mieli ze sobą codzienny kontakt. W początkowej fazie nie ma również znaczenia czy dobierzesz się w parę z osobą tej samej płci, czy przeciwnej. To jest tip na start, który ma pomóc nabrać pewnych nawyków żywieniowych. Potem niech każdy rozwija żagle i płynie w swoją stronę od czasu do czasu ewentualnie wymieniając się doświadczeniami i dzieląc efektami swojej pracy.

Cała metoda polega na:

– przemiennym gotowaniu,

– wspólnej motywacji i pilnowaniu się poprzez rozmowy,

Kiedy już jesteście dobrani w pary, powinniście określić:

– dzienne zapotrzebowanie na kaloryczność swoich dań, jedna osoba może potrzebować np. 1800 kcal, a druga 1650. Zatem to ważne, aby każda ze stron biorących udział w odchudzaniu wiedziała ile ten limit wynosi, dzięki temu możemy mądrze dobierać składniki dań, które gotujemy oraz ich gramaturę,

– jakich produktów nie lubicie. Jedzenie ma być przyjemnością, zatem nie ma co się zmuszać do jedzenia czegoś, na co nie ma się chociażby najmniejszej ochoty,

– ile posiłków  gotujecie, ja rekomenduję 3. Dlaczego? Ponieważ śniadanie zjadamy w domu tak samo jak kolację. Zatem zostaje nam drugie śniadanie, obiad i wspólny podwieczorek. Wtedy jednak musicie ustalić ile kalorii mają mieć maksymalnie te trzy posiłki,

– harmonogram czy jak kto woli grafik gotowania. Najlepiej, aby przebiegał on w cyklach tygodniowych (poniedziałek – piątek);

A potem to już tylko zabieracie się do działania. Raz Ty gotujesz, raz Twoja druga dietetyczna połówka.

Dlaczego to jest efektywniejsze? Ponieważ wzajemnie się motywujecie, a tak jak wspomniałem, to świetna metoda dla osób, które nie mają w DNA genu indywidualisty. Taka spirala pozytywnej energii, która się nakręca i nakręca. W końcu nie ma nic lepszego jak zrozumienie drugiej strony i od czasu do czasu słowa motywacji w stylu „dasz radę, osiągniemy swój cel razem“ lub opieprz a la „odłóż tę czekoladkę, zaraz zjesz pyszny podwieczorek“.

A teraz pewnie zachodzicie w głowę, gdzie ta oszczędność, o której piszę w tytule. To proste:

– zużywasz mniej mediów woda/prąd/gaz na gotowanie,

– gotując co drugi tydzień oszczedzasz masę czasu, w końcu robienie tego samego dania dla dwóch osób nie zajmuje więcej czasu, a tydzień podczas którego nie gotujesz, możesz zainwestować np. w czytanie mądrych książek czy blogów o dietach,

– gotując tylko dla siebie i kupując niektóre produkty do dietetycznych dań jesteśmy zmuszeni albo zużyć tylko ich część, a reszta się zmarnuje, albo przez kilka posiłków kombinować jak ten produkt użyć, przez co dania stają się czasem monotonne;

A tak? Jest oszczędność czasu, który obecnie jest cenną walutą, oraz pieniędzy, ponieważ nic się nie marnuje.

Ta metoda zapewne przypadnie do gustu paniom, które mają problem i nie chce im się gotować dietetycznego jedzenia dla samej siebie, bo ich mężczyźni wolą na obiad schabowego.

Jak się Wam podoba taka wizja wspólnego odchudzania? Mielibyście z kim grupowo rozpocząć swoją dietę? Czekam na Wasze komentarze.

  • ja już zacząłem (mam nadzieję) dietę. Ze swoją żoną. Niestety, w ostatnim czasie parę kg przybyło i teraz razem staramy się coś z tym zrobić. Czyli nie do końca zrealizujemy Twoje założenia. Oszczędność w jakiś sposób jest, bo zakupy robimy z głową i przemyślanie. Nie kupujemy czegoś ponad listę na kartce. Ale kalorii nie liczymy. Wychodzimy z założenia, żę aż TAK nie będziemy się ograniczać. Częstsze posiłki, więcej wody i do tego dochodzą ćwiczenia. Po tygodniu wyżeczeń (ciężko było mi zrezygnować z prince polo etc.) już pożegnałem się z jednym kilogramem ;). Ale wiem, żę jeszcze długa droga przede mną.

  • Izabela Pandora Próchniak

    Byłoby wygodnie z partnerem, ale problem taki, że o ile ja powinnam schudnąć (jak w miarę ustabilizuję chorobę), to on raczej powinien w drugą stronę :D. Ale pomysł fajny sam w sobie.