Sierpień 6

Igrzyska Olimpijskie – sport ponad podziałami

By Edwin Zasada In Nowe życie

Dziś w nocy, gdy większość z nas słodko spała, gdzieś na drugim końcu świata wystartowało jedno z największych sportowych wydarzeń tego roku. Rozpoczęły się oficjalnie letnie Igrzyska Olimpijskie. Ogień zapłonął w Rio, wioski wypełnili sportowcy, a na scenie miało miejsce wielkie show. Oznacza to tylko jedno – przez 16 kolejnych dni ludzie z całego świata, niezależnie od strefy czasowej, koloru skóry czy religii będą się łączyć w sportowych emocjach. Będą zaciskać kciuki za swoich, ronić łzy szczęścia lub przełykać gorycz porażki, a za kilka lub kilkanaście lat, o tym co zobaczą tu i teraz w TV, opowiedzą swoim wnukom, aż łezka im się woku zakręci. Mam nadzieję.

Kiedyś podczas panelu dyskusyjnego w Białymstoku jeden z uczestników rozmowy zadał pytanie „co amatorom dają zawodowi sportowcy?”. Moja odpowiedź była prosta – emocje i nadzieję. I tego oczekuję po Rio 2016 najbardziej. Chciałbym czerpać garściami pozytywne emocje, chciałbym wierzyć, że na pudle staną czyści sportowcy. Chciałbym usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego ile razy to tylko możliwe.

Jako dziecko technologii ustawiam dziś na smartfonie przypomnienia związane z poszczególnymi zawodami, których nie chcę przegapić. Pierwszym jest dzisiejszy finał w kolarstwie szosowym mężczyzn. O 14:30 Majka, Kwiatkowski i spółka powalczą o jak najwyższe lokaty dla Polski. W przypomnieniach lądują również informacje o startach naszych biegaczy na wszystkich dystansach, siatkarzy czy piłkarzy ręcznych. Lista jest naprawdę długa i nie zawsze związana z moimi upodobaniami. Bo medal dla Polski nawet z najbardziej niszowej, dziwnej moim zdaniem dyscypliny będzie tak samo cieszyć jak ten zdobyty w najważniejszych konkurencjach. Chcę być na bieżąco, chcę wspierać naszych, jako kibic już jestem dumny, że tak wielu rodaków reprezentuje nasz kraj.

Szczególnie, że jako fan sportu mam wyostrzony apetyt, czuję głód zwycięstwa. Nasi lekkoatleci podczas tegorocznych ME w Amsterdamie wysoko zawiesili sobie poprzeczkę zdobywając historyczną ilość krążków podczas tej imprezy i wskakując na samą górę pudła w klasyfikacji medalowej.

A skoro przy historii IO już jesteśmy, to można wyszczególnić na jej kartach wiele ważnych chwil, ale niewątpliwie jednym z ważniejszych momentów był Berlin i rok 1936.

Jestem za młody, aby pamiętać tamte Igrzyska, ale wczoraj zamiast komedii romantycznej odpaliłem w piątkowy wieczór odpaliłem film obrazujący historię wybitnego lekkoatlety Jesse Owens’a. Ten młody czarnoskóry mężczyzna reprezentował w 1936 r. USA na ostatnich, przedwojennych Igrzyskach Olimpijskich – Igrzyskach organizowanych przez III Rzeszę. Ludzi, którzy nie uznawali innych ras, a siebie stawiali w roli Panów całego świata. Czuli się lepsi, czuli zagrożenie, że ktoś może obnażyć ich słabości.

-> Źródło <-

-> Źródło <-

Jeszcze przed rozpoczęciem sportowych zmagań Żydzi byli represjonowani, ale nie tylko ich nie uznawano godnych stąpania po ziemi. Czarnoskórzy byli tuż za nimi na liście nienawiści. Zresztą w stanach zjednoczonych też nie było kolorowo, Afroamerykanie mieli, mówiąc wprost, przejebane. Byli traktowani jak ludzie gorszego sortu. A trzeba pamiętać, że w latach 1915 – 1944 funkcjonował Ku Klux Klan.

Dlaczego wspominam o tym wydarzeniu? Co ono ma wspólnego z dzisiejszymi Igrzyskami? Już tłumaczę.

Wspomniany Jesse Owens w 1936 roku zdobył 4 złote medale. Nie miał sobie równych w skoku w dal, biegu na 100 i 200 metrów oraz sztafecie 4 x 100. To niewątpliwie był powód do dumy dla Amerykanów, a szczególnie tych o ciemniejszym kolorze skóry. Jednak zanim wystartował musiał podjąć decyzję czy jechać do Berlina. W końcu tak wybitny lekkoatleta, gdyby zrezygnował w ramach sprzeciwu wobec zachowań III Rzeszy, wywołałby zainteresowanie prasy na całym świecie. Jednak on zamiast porzucać marzenia o olimpijskim krążku, postanowił utrzeć nosa nazistom na ich podwórku. To nie była tylko walka o medal czy rekord świata jaki ustanowił podczas wyścigu na 100 metrów. To była walka o równe prawa, o akceptację, o honor!

W dzisiejszych czasach rasizm cały czas jest obecny. Nienawiść rośnie, niestety widać to w mediach, widać to również na ulicach. Wracając z biegu Powstania Warszawskiego byłem świadkiem, jak grupka typowych sebixów po kilku browarach czy lufce w ortalionowych zbrojach nabijała się z reklamy WP.pl i Yareda Shegumo, który był jej bohaterem.

Źródło: Sport.tvp.pl

Źródło: Sport.tvp.pl

W reklamie pada zwrot „pochodzę z Etiopii, biegam dla Polski”. To tak bardzo rozbawiło młodych ludzi i skłoniło do durnych komentarzy. Nikt nie wziął pod uwagę faktu, że Yared kilka słów wcześniej w tej samej reklamie tłumaczy, że uciekł przed wojną. Zresztą nie on jedyny, podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio wystartuje drużyna złożona z uchodźców. Wśród nich znajdzie się m.in. Syryjska pływaczka, która rok temu wraz z siostrą i dwoma mężczyznami dociągnęła tonącą łódź do brzegu Greckiej wyspy.

Czy fakt, że Yared jest Etiopczykiem przeszkadza mi w kibicowaniu mu i trzymaniu kciuków, gdy on będzie walczył o medal dla Polski? Nie. A Tobie?

  • Wojciech Kołacz

    Dobry wpis ! Skłania do refleksji, że jak zwykle przy sukcesie sportowym jest też ta druga strona medalu…

    • Mam nadzieję, że niektóre osoby zachowujące się tak wspomniany sebix ogarną się w życiu odrobinę po tej lekturze.

      • Wojciech Kołacz

        Oby.. niestety pewności nie ma. Bądźmy jednak dobrej myśli!

  • Blog Ozonee

    Podobne refleksje nachodzą nas teraz podczas Paraolimpiady, kiedy nasi sportowcy dają z siebie wszystko i świetnie sobie radzą! Daje to wszystko do myślenia… Opisałem Igrzyska w Rio w małym podsumowaniu zapraszam Cię w wolnej chwili 🙂 http://blog.ozonee.pl/igrzyska-olimpijskie-rio-podsumowanie/