Wrzesień 12

Dziś gruby Jaś, a jutro tłusty Jan

By Edwin Zasada In Nowe życie

Każdy z nas ma w głowie taki temat, który chciałby poruszyć, w którym chciałby się wypowiedzieć, ale nie do końca wie jak zabrać głos, aby do kogoś przemówić. Jednak nie chodzi o samo artykułowanie słów, a zrozumienie ich przez odbiorcę.

Dłuższy czas zbierałem się do tego tekstu, kilkukrotnie podejmowałem próbę jego napisania. Działo się tak szczególnie po powrotach z centrów handlowych. Zawsze skłaniają mnie one do pewnej refleksji. Pobudzają myślenie o tym, czego będę chciał uniknąć, gdy zostanę tatą.

Jedną z chorób cywilizacyjnych XXI wieku jest otyłość. Ja mam to szczęście, że na chwilę obecną wygrałem z nią walkę. Jednak czy na zawsze? Tego nie wiem, mam nadzieję, że tak. Za to jestem przekonany, że mogłem jej uniknąć. Moi rodzice zawsze starali się mnie uchronić przed byciem grubym, nawet gdy wkroczyłem już w dorosłe życie powtarzali „nie jedź tego szybkiego jedzenia na mieście“, „zacznij uprawiać jakiś sport“, a czasem nawet dobitniej mówiąc „schudnij synu, bo jesteś gruby“. Jednak będąc osobą w pełni świadomą, pełnoletnią itd., podjąłem kiedyś kilka błędnych kroków i spasłem się jak świnia. Mój wybór, tylko nie rozumiem, dlaczego niektórzy rodzice krzywdzą swoje dzieci pozwalając im podjąć tę samą ścieżkę co ja, kiedy one jeszcze nie są świadome konsekwencji swoich czynów. Nie mają pojęcia jak ciężka walka ich czeka, gdy zapragną być szczupli, a na 99% tak się kiedyś stanie. Nie raz czy dwa, a więcej, ponieważ ich otoczenie w najmniej oczekiwanym momencie wytknie im ich problem związany z nadmierną wagą.

Gdy popatrzymy na dane z badania HBSC przeprowadzonego w 2010 roku przez Instytut Matki i Dziecka dowiemy się, że:

– wśród dzieci w wieku 11-12 lat, 18,3% z nich ma nadwagę, a 3,4% jest otyłych,

– w przedziale wiekowym 13-14 lat probem nadwagi dotyczy 14,9%, natomiast otyłych jest 3,4% dzieci,

– dla dzieci w wieku 15 -16 lat dane wskazują, że 11,6% ma nadwagę, a 2,7% otyłość,

– z kolei wśród młodzieży 17-18-letniej probem nadwagi dotknął 10,9%, a 2,5% otyłości.

Te dane w połączeniu z tym co przedstawia Najwyższa Izba Kontroli (dane z 2012 roku) w sprawie zwolnień z WF-u, nie napawają optymizmem. Rośnie nam pokolenie zawałowców, a jedynie kto się może cieszyć, to właściciele sklepów z odzieżą XXXL. Bo przecież nikt inny.

Skoro 15% dzieciaków w podstawówkach, 23% w gimnazjach oraz 30% szkołach ponadgimnazjalnych ma w dupie lekcje wychowania fizycznego, to nie ma co się dziwić, że społeczeństwo tyje i tyć będzie.

Tylko dlaczego rodzice się na to godzą? Dlaczego tak wiele osób krzywdzi swoje pociechy pozwalając im olewać aktywność fizyczną i robiąc z żołądka śmietnik. Jak byłem mały jadałem śmieciowe żarcie na mieście, ale nie codziennie i nie jako główny posiłek. Rodzice zawsze trzymali w tej kwestii rękę na pulsie.

Do szkoły miałem kanapki, a nie sztucznie przetworzone żarcie czy batoniki. Cola była spoko, ale nie lała się do gardła jak woda z kranu. I nie działo się tak dlatego, że ktoś chciał mi uprzykrzyć dzieciństwo, tylko dlatego, że rodzice chcieli mnie uchronić przed czymś, co obecnie ma miejsce na masową skalę.

Zdaję sobie sprawę, że jako człowiek bez dziecka dla wielu rodziców nie będę autorytetem, ale mam nadzieję, że kilka poniższych rad wezmą sobie do serca i przemyślą. W innym przypadku ich dziecko może w wieku dwudziestu paru lat skończyć z zawałem lub być zwyczajnie grubszym niż ustawa przewiduje.

Zatem drodzy rodzice, ja – ex grubas, apeluję, nie róbcie swoim dzieciom krzywdy. Wystarczy, że:

– Przestaniecie je karmić, a zaczniecie odżywiać, aby od najmłodszych lat ukształtować ich nawyki żywieniowe. Tak, nie jeden, trzy, a pięć posiłków dziennie to podstawa, a bez śnidania nie powinno być mowy o wyjściu z domu. Natomiast do szkoły też można w prosty sposób przygotować coś pożywnego,

– Zamiast szybkich przekąsek lepiej dawajcie dzieciom owoce lub produkty naturalne,

– Colę czy inne napchane konserwantami napoje zamieńcie na soki 100%, najlepiej te, które są krótkoterminowe. Są smaczne i zdrowe. Wiem, że to ciężkie, ale wystarczy powiedzieć dziecku, że ich idol, którego widzą na opakowaniu (często sportowiec) pija ten czy tamten napój, ale z umiarem, bo inaczej nie mógłby mieć takich super wyników,

– Nie pozwalajcie dziecku unikać lekcji WF-u. Rozumiem religia, ale WF? WTF! Przecież to był zaraz po przerwie najlepszy czas jaki wspominam ze szkoły,

– Zaszczepcie w dziecku ducha sportu, ale nie na konsoli czy komputerze grając w FIFĘ, a na boisku szkolnym lub basenie. Niech złapią bakcyla, a może z prostej zabawy z rodzicem poczują pasję do sportu i kiedyś coś wielkiego osiągną,

– Śmieciowe żarcie na mieście i sklepiki szkolne to zło, ale od czasu do czasu nie zaszkodzi. Nie będę hipkrytą, sam lubiłem takie żarcie. Wszystko jest dla ludzi, jednak z umiarem, a nie codziennie buła na mieście. Nie pozwólcie, aby Wasze dziecko samo wyglądało jak jedna wielka kanapka.

To w sumie tyle. Teoretycznie truizm, ale jak widać po danych z badań często rodzice o tym zapominają. Ja mam zamiar to sobie gdzieś powiesić i pamiętać, gdy zostanę tatą. Nie chcę, aby moje dziecko było skazane przez mój pośpiech, lenistwo czy jak to sobie nazwiemy, na otyłość. Jeżeli w dorosłym życiu będzie chciało być FAT a nie FIT – jego sprawa, ale do krzywdy własnego dziecka ręki nie przyłożę.

PS. Następnym krokiem jaki poczynię, będzie przygotowanie na blogu listy przepisów z myślą o najmłodszych.

Zapisz się do newslettera

  • Bardzo dobry wpis! Teraz dzieciaki zamiast biegać na WFie przynoszą zwolnienia, zamiast traktować to jako zabawę traktują jak przymus.

    A to wszystko zaczyna się od najmłodszych lat – już taki niemowlak jest napychany, dosłownie! Napychany wszelkimi papkami, do ulania. I tak całe życie, bo już żołądek ma wypchany, to dalej jeść musi.

    Czekam na przepisy! 🙂 Super

    • Edwin Zasada

      Dzięki za dobre słowo. Niestety masz rację, dzieci są napychane. Ok, my dorośli sami decydujemy o swoim losie, więc jak ktoś ma ochotę niech sobie robi krzywdę, ale dlaczego dziecku? Tego nie rozumiem. A przepisy postaram się w przyszłym tygodniu wrzucić. 🙂

      • Wielkość żołądka dziecka to tak w teorii jego pięść. Ale przecież wszyscy kłamią. Więc ładuje taki rodzic w dzieciaka ile się da: bo jest głodny, bo płacze (czyli jest głodny), bo znowu płacze i tak cały czas.

        • Edwin Zasada

          I na tym polega cała zabawa. Mniej, a częściej i lepsze produkty. Zrobić worek z żołądka jest bardzo, bardzo łatwo. Wiem to z praktyki. Jednak problem zaczyna się w momencie kiedy człowiek chciałby go skurczyć.

    • Kasia Schmid

      Nie wiem, jak teraz wyglądają lekcje WF, ale moim zdaniem wiele dzieciaków zniechęca system oceniania. Zamiast motywować – baaardzo to zniechęca. Sama zapamiętałam te zajęcia jako koszmar; i ten smród w szatniach – brrr.

  • Katarzyna Popławska

    To nie tylko problem odzywaiania przez rodziców, ale też i placówki, moje dziecię poszło w tym roku do przedszkola i tak jak w złobku i w domu jedzenie było zbilansowane z odpowiednimi proporcjami owoców i warzyw tak teraz łapie się za głowę co się sewuje 3-5 latkom, na śnadanie serek topiony, baleron, parówki z keczupem, na podwieczorek batoniki, wafelki, slodkie deserki Owoców i warzyw jak na lekarstwo, więc rozpoczynam krucjetę, bo dla mnie to jest niedopuszczalne a we wcześniejszych zapowiedziach dyrektorki nie było mowy o takim jedzeniu i trochę mi ręce opadają.

    • Edwin Zasada

      Dobrze, że rozpoczynasz krucjatę bo placówka do której uczęszcza Twoja pociecha powinna być wzorem, a jak widać nie jest. Zatem rodzice powinni zabrać głos, bo sorry ale serek topiony dla 3-5 latka to nie najlepsze co można podać.

    • Kasia Schmid

      Pocieszę Cię, że nie jesteś sama. I na mnie też panie wychowawczynie w przedszkolu patrzą jak na kosmitkę, a na me dziecko ze współczuciem :/

      • Katarzyna Popławska

        Ja mam wrażnie, że to one sa kosmitkami odczepionymi od realiów zdrowwego zywiania, ale i tak załamuja mnie rodzice czytający swoim pociechom jadłospis: o zobacz kochanie, na deser danio i biszkopciki, pycha! (No pycha, pycha, choć sezonowa gruszka i śliwki byłby zdecydowanie fajniejsze 😉

        • Kasia Schmid

          U nas co piątek („wiadomo”; postny – choć mnie np nikt nie zapytał o wyznanie) dają Nutellę na śniadanie, a czasem Monte na deser. Jak powiedziałam małej, żeby nie jadła, to pani popołudniu z przejęciem się o jej alergię wypytywała. Gdy powiedziałam, że nie ma alergii, tylko sobie nie życzę takich przetworzonych i nafaszerowanych cukrem rzeczy, zmierzyła mnie z góry na dół z politowaniem. Widziałam po prostu na jej twarzy wypisane słowa o moim dziwactwie. Przykre. Na szczęście moje dziecko samo już często mówi, że nie chce tego jeść.

  • jak widzę w sklepie mamusie namawiącą dziecko „co być chciał ? może ten batonik a może ciasteczko, weź kochanie jeszcze to” to mam ochotę podejść do baby i powiedzieć dlaczego truje swoje dziecko?

    • Edwin Zasada

      Myślę, że jeden batonik czy jedno ciasteczko nie jest tu problemem. Raczej chodzi o brak kształtowania nawyków żywieniowych u dzieci oraz karmienie ich regularnie przetworzonymi produktami.

  • tak, to bardzo ważny temat, bardzo często zaniedbywany przez rodziców. pamiętam nawet takie wojny fast foodowo-słodyczowe, jakie musiałam toczyć w obronie swojego dziecka, żeby nie był tym częstowany i karmiony. strasznie na mnie wtedy krzywo patrzyli, ale z perspektywy 18 lat, to moje dziecko jest szczupłe, zdrowe i wysportowane, a ich otyłe, chorujące, alergiczne i zadatkami na wiele poważniejszych chorób. prawda jest jednak taka, że jeśli chcesz uchować dziecko od dziadostwa, naprawdę musisz zawalczyć. np. w chwili,kiedy idzie do przedszkola i dostaje słodzone herbaty, bo „innych dzieci nie piją”…
    pisałam o żywieniu dzieci u siebie parę razy, można zerknąć http://jedznaturalnie.pl/tag/dzieci/

  • A ja tak odnośnie WF-u… Jako dziecko spędzałam czas na podwórku, biegając, grając – praktycznie cały czas w ruchu. Radości ze sportu pozbawiła mnie właśnie szkoła! Ty piszesz ze dla ciebie to najlepsze lekcje a u mnie właśnie to były te najgorsze…W liceum np WF oznaczał maleńką salkę dzielona z 3 (czasami czterema) innymi klasami, wieczne granie w siatkę (bo nauczycielka mogła nam wtedy tylko dać piłkę i iść poplotkować z inna nauczycielka) oraz 2 razy w roku testy sprawnościowe. Żadnego przygotowania technicznego, żadnej różnorodności,.. Szatnie tez dzielone z innymi klasami, człowiek na człowieku a o np prysznicu można było pomarzyć… A gimnazjalny nauczyciel ledwo co się ze swoim brzuchem mieścił w drzwiach ale mi wstawi pale bo na rekach się nie podciągnę… Okazuje się ze w innych krajach inaczej można funkcjonować – mój chłopak w szkole grał w milion rożnych sportów grupowych ale także mieli wypady na ścianki wspinaczkowe, baseny, paintballe, rowery, tance, surfowanie… A u nas? Siatka, koszykówka (bo trzeba od czasu do czasu zaliczyć dwutakt) i gimnastyka. Nie wiem czy to tylko ja miałam beznadziejne szkoły, ale własnie przez to unikałam WF jak ognia!

  • Dobrze piszesz. Mi też w liceum zdarzało się pisać lewe zwolnienia, bo wolałam poplotkować, zamiast poćwiczyć. Jednak w większości lekcji WF aktywanie uczestniczyłam. I teraz dopiero po latach widzę, jak te lekcje dużo dawały. Moje dziecko z pewnościa będzie uczestniczyło w lekcjach WF.

  • Bardzo ważny temat. Sama nie wyniosłam z domu dobrych nawyków żywieniowych i sportowych. Teraz nadrabiam stracone lata i mam nadzieję, że dziecko (dzieci?) je ode mnie przejmą. Póki co walczę z babciami, aby nie wpychały w mojego dwulatka tony słodyczy. Jedno małe ciastko (najlepiej domowe) wystarczy. Nie trzeba od razu całego tortu dawać 😀

  • PatiEsz

    Z tym wf to nie do końca się zgodzę. Osobiście nigdy zwolnienia nie miałam i wskutek tego zniechęciłam się do sportu. Często jest bowiem tak, jak było i u mnie, że lekcje wf ograniczały się do jednego sportu, a jeżeli jakieś dziecko go nie polubiło to miało przekichane. Ja nigdy nie przepadałam za sportami drużynowymi, a konieczność grania w siatkówkę kilka razy w tygodniu i bycia wybieraną do drużyny jako ostatnia w kolejce to była trauma i jeszcze na tej podstawie otrzymywałam oceny z tego przedmiotu (chyba nie muszę dodawać, że średnia leciała i było mi – jako dziecku – zwyczajnie przykro). A przecież nie każde dziecko jest takie samo, każdy ma inne predyspozycje i dobry nauczyciel powinien dywersyfikować zajęcia. Bo nie idzie o to, aby dziecko było obecne na wf i stało w wyznaczonym miejscu na boisku, tylko żeby było aktywne i faktycznie poczuło zajawkę. Pozdrawiam.