Marzec 29

Biegowy napad na Warszawę

By Edwin Zasada In Nowe życie

Już w niedzielę na ulicach Warszawy odbędzie się jeden z najważniejszych biegów w Polsce. O godzinie 10:00 po wystrzale startera ulicami stolicy ruszy około 14 000 biegaczy. Połączy ich jeden cel – zdobycie mety 11. PZU Półmaratonu Warszawskiego.

Biegnę i ja! Już dawno się zapisałem. To będzie mój dziesiąty start na dystansie półmaratonu. I chociaż już nie jestem debiutantem, to odczuwam ten pozytywny stresik przed imprezą, aczkolwiek  lżejszy niż przed rokiem. W końcu ten bieg jest dla mnie szczególny. To właśnie od tej imprezy zaczynałem swoją przygodę z dłuższymi dystansami. Równo rok temu, a pamiętam to jak dziś.

Na tydzień przed imprezą unikałem przeziębień. Dwa dni przed biegiem nie mogłem spokojnie zasnąć, ponieważ emocje buzowały, a w dniu startu idąc po Pradze słuchając „Snu o Warszawie” miałem na plecach ciary, a w oczach łzy. Zazdroszczę nowicjuszom tego uczucia, te emocje zostają w człowieku na długo. Zdecydowanie będzie potem o czym opowiadać wnukom.

Tegoroczna trasa jest ciut inna, ale równie wymagająca, szczególnie za sprawą podbiegu na 19 kilometrze. Zobaczymy, kto się solidnie przygotował, jednak spokojnie Belwederska nie jest taka straszna. Jako punkt startowy organizatorzy wyznaczyli tym razem Pl. Trzech Krzyży, dzięki czemu biegacze poszurają po Krakowskim Przedmieściu. Nie zabraknie też praskich klimatów. W nawiązaniu do ubiegłorocznej edycji czeka 8 km odcinek przez starą Pragę. Oznacza to, że Wisła zostanie przecięta dwa razy. Nie ma co, trasa fantastyczna i umówmy się, że odrobinę przypomina klucz francuski.

I to całkiem dobrze wyposażony, bo na trasie znajduje się aż 29 punktów kibica. Ja mam zamiar przyprowadzić kilku ze sobą, dlatego już tydzień temu zaprosiłem mamę i brata do kibicowania, o Paulinie nie wspominam, bo ona na 100% nie przegapi takiej okazji i zawsze gdy tylko może jest ze mną. Wam też polecam zachęcić bliskich do wsparcia, to bardzo pomaga, gdy człowiek wie, że gdzieś po drodze usłyszy znajomy głos krzyczący coś w stylu „dajesz” lub „ciśnij, jeszcze tylko kawałek”.

Nie wiem czy będziecie biegli, nie wiem kto z Was debiutuje, czy może ma większe doświadczenie. Jednak jeżeli mógłbym Wam dać jakieś rady, chociaż ekspertem się nie czuję w żadnym stopniu to:

  • tydzień przed biegiem trenujcie, ale pamiętajcie o dobrej regeneracji, sen to podstawa
  • dzień przed imprezą można sobie popuścić pasa z jedzeniem w imię tzw. ładowania węglowodanów, jednak trzeba uważać, aby nie przesadzić. I nie polecam eksperymentów kulinarnych – tylko makaron, makaron, makaron omnomnom
  • przed wyjściem z domu na start zjedzcie coś sprawdzonego, ja zawsze idę w białą bułkę z dżemorem i bananem. Taki zestaw daje niezłego kopa, jednak nie opychajcie się do pełna, bo to może się źle skończyć
  • toaleta to podstawa przed wyruszeniem na start, w okolicach biegu zapomnijcie o WC. Kolejki, stres, kolejki… Szkoda nerwów, a potrzebę warto ogarnąć w domu
  • planujcie, ciśnijcie, ale pamiętajcie, że zdrowie jest najważniejsze. Jeżeli poczujecie, że to nie jest Wasz dzień, nic się nie stanie, jeśli linię mety przekroczycie dwie, pięć czy nawet dziesięć minut później. Co prawda mi się nie przytrafiło zejść z trasy, ale sądzę, że nie ma w tym żadnego wstydu. Zdarza się to najlepszym, nawet takim mistrzom jak Henryk Szost

No i grunt to dobra zabawa. Uśmiechajcie się, czerpcie z tego radość, a po wszystkim idźcie na pizzę, lody czy inne ulubione łakocie.

Do zobaczenia na trasie!

  • Życzę powodzenia 🙂 Posty jak ten powyżej to bardzo budująca rzecz, zwłaszcza dla osób, które zastanawiają się czy warto biegać, zmieniać swoje życie i rozwijać się na innych płaszczyznach.

    Pozdrawiam mega pozytywnie