Październik 26

Badania lekarskie dla biegaczy – obowiązek czy wolny wybór?

By Edwin Zasada In Nowe życie

Rok 2017 był smutnym rokiem dla trzech maratonów w Polsce. Zaczęło się od Orlen Warsaw Marathon, potem Maraton Warszawski, a na końcu Poznań Maraton. Te trzy imprezy łączy jedna, bardzo smutna rzecz. Chodzi o śmierć zawodników na trasie. To mogło spotkać każdego z nas.

Internet po każdej takiej sytuacji wybucha. Na grupach biegowych trwają długie dyskusje o tym czy badania dla biegaczy powinny być obowiązkowe. Media piszą nagłówki „zmarł uczestnik maratonu”, a organizatorzy składają kondolencje rodzinom. Jednak czy mamy w Polsce jakieś sensowne rozwiązanie, które pozwoli w przyszłości zmniejszyć ryzyko takich sytuacji? Moim zdaniem niestety nie.

Za niecałe cztery tygodnie pobiegnę swój czwarty maraton. Mam nadzieję, że meta w Walencji będzie trzecią, którą przekroczę zmęczony, ale zdrowy i uśmiechnięty. Dlaczego trzecią? Ponieważ raz we Wrocławiu zszedłem z trasy. I z perspektywy czasu uważam, że to była najlepsza decyzja w mojej biegowej karierze amatora. Jednak musiałem do tego dojrzeć. Wtedy czułem złość, byłem załamany.

Ok, ale po kolei, pogadajmy o tym, co według mnie może maksymalnie zabezpieczyć biegaczy przed tragedią…

badania lekarskie dla biegaczy

Obowiązkowe badania lekarskie potwierdzone zaświadczeniem

Wiem, że ta opcja ma tak samo wielu zwolenników jak i przeciwników. Ja stoję po środku, a w takiej sytuacji zawsze przechylam się na stronę zwolenników.

W tym roku biegłem półmaraton w Paryżu, gdzie takie zaświadczenie było wymagane. Załatwiłem je w pięć minut bez badań. Jednak nie jest to powód do dumy, a raczej rzecz, której mogę się ewentualnie wstydzić. Głupota, pośpiech. Nie ma usprawiedliwienia. Zapewne większość biegaczy w przypadku obowiązkowych badań lekarskich postąpi podobnie. Nie róbcie tego! To zagrożenie dla Was oraz lekarza, który Wam takie zaświadczenie podpisuje.

Wiem również, że dużo osób widzi w tym rozwiązaniu pretekst do nabijania kasy za badania. Ale czy ci ludzie zastanowili się, że w grę wchodzi coś o wiele bardziej cennego niż kilkadziesiąt/kilkaset złotych? Stawiacie na szali swoje życie.

My, biegacze chcemy być zdrowsi. To jeden z głównych motywatorów do uprawiania jakiegokolwiek sportu. Dbamy o regularne treningi, jesteśmy w tym wręcz mistrzami. Dbamy również o dietę, analizując co wkładamy do ust jako paliwo. A podstawowe badanie krwi czyli morfologię kiedy ostatnio robiliście? Ja średnio badam krew co pół roku, a Wy?

Fajnym rozwiązaniem dla organizatorów biegów byłoby poszukanie partnera w postaci prywatnych poradni medycznych, które np. w ramach expo przed maratonem wykonywałyby podstawowe badanie za darmo lub dla osób zapisanych na maraton dawali z wyprzedzeniem duża zniżkę na zakup takiego pakietu badań (krew, echo serca, próba spoczynkowa i wysiłkowa, spirometria).

Przed Walencją na 100% wykonam te badania i podzielę się z Wami wynikami. Polecam tę drogę. I Wy i Wasi najbliżsi, którzy nasłuchali się o tragediach na maratonach, będziecie ciut spokojniejsi.

Społeczna odpowiedzialność

Ten punkt tyczy się dwóch, a nawet trzech grup ludzi ze środowiska biegowego.

Pierwszą podstawową są organizatorzy biegów. To oni wykorzystując swoje strony do rejestracji, mailing, komunikację w social media powinni przypominać biegaczom, aby Ci wykonali badanie. Aby poza super formą mięśni nóg i silną głową mieli również sprawne serducho czy płuca.

Kolejne dwie grupy połączę w jedną. Mam tu na myśli zawodowych biegaczy oraz amatorów pod postacią blogerów biegowych. Przyjaciele, macie czas pisać o kolejnym treningu. Macie czas pokazywać, co jedliście na obiad. Umiecie pięknie pokazać nowe buty od sponsora. Znajdźmy też czas na początku sezonu i może przed głównymi startami na to, aby powiedzieć ludziom „idź do lekarza, zanim wystartujesz”.

Weźmy trochę odpowiedzialność za środowisko, które nas otacza. Wielu z Was jest dla tych ludzi niepodważalnym autorytetem. Jeżeli na treningu biegacie „x” kilometrów, wiele osób to powtarza. Jeżeli rolujecie się po treningu, ci ludzie, do których docieracie, w jakiejś części też się rolują. Jeżeli przed startem jecie bułkę z dżemem i bananem, wiedzcie, że w sklepach może ich zabraknąć. Dlaczego zatem nie możemy raz, dwa razy w roku przypomnieć amatorom tak mocno wpatrzonym w to co robicie, aby sprawdzili czy ich organizm również jest przygotowany na walkę z królewskim dystansem? Że nie powie im na 20, 30, 40 kilometrze „pierdol się” i wysiądzie.

Nikt nie jest superbohaterem

Im szybciej my, amatorzy to zrozumiemy, tym lepiej dla nas. Gość, od którego wziął się maraton, umarł. Wy nie musicie ginąć w imię nowej życiówki. Zatem jeżeli po drodze coś jest nie tak, zwolnij lub odpuść.

Naprawdę świat się nie zawali, a znajomi nie będą Cię pokazywać palcami.

Może do tego potrzeba dojrzałości, może po prostu trzeba przeżyć pierwszy DNF, aby to zrozumieć. Albo zwyczajnie cenić życie ponad wszystko.

We wspominanym Wrocławiu mogłem gnać dalej. Nie poprawiłbym życiówki o tyle, ile chciałem, ale bym dobiegł. Na Fejsie byłbym przez pięć minut bohaterem. Ale to nie było warte ryzyka stojącego po drugiej stronie. Temperatura była masakryczna. Mój organizm ciężko to zniósł. Walka była nierówna.

I o ile media społecznościowe kreują wiele osób na tytanów, których nic nie powali, musicie pamiętać, że oni to nie Wy. Że nic na siłę. Że nawet najlepsi (np. Henryk Szost) potrafią odpuścić i wrócić za jakiś czas silniejsi.

Rodzina jest najważniejsza

Zawsze gdy idę na start, Paulina mówi mi „jeżeli źle się poczujesz, proszę odpuść”. Tak samo jak dla mojego i jej komfortu psychicznego staram się regularnie (raz, dwa razy w sezonie) badać. To Wy, najbliżsi biegaczy macie na nich ogromny wpływ. Postawcie ultimatum. Wyślijcie bliską Wam osobę do lekarza. Będziecie mieć spokojniejszą głowę, gdy ktoś bliski spóźni się dwie minuty na metę, a Wy wcześniej słyszeliście dźwięk pędzącej karetki.

I dla jasności, rodziną dla mnie jest również inny biegacz. Zatem jeżeli na trasie widzicie, że ktoś się kołysze, pamiętajcie, że warto się zatrzymać, zapytać czy wszystko ok i ewentualnie wezwać pomoc. Taki mały gest może uratować komuś życie.

To tyle ode mnie w temacie. Mam nadzieję, że środowisko wyciągnie wnioski i zadba o bezpieczeństwo przyjaciół i przyjaciółek biegaczy. Że w przyszłości media nie będą miały czym napędzać strachu przed maratonami.

  • Rafał Pytliński

    Robię w miarę regularne badania krwi i moczu. Rozpoczynając przygodę z bieganiem zrobiłem EKG i w dalszej kolejności echo serca. Po trzech latach biegania zdecydowałem się na próbę wysiłkową. Wszystkie te badania nie wykazały żadnych przeciwwskazań do biegania. Czy w związku z tym jestem bezpieczny – niestety nie – certyfikatu bezpieczeństwa kardiolog niestety nie mógł wystawić. Ryzyka nagłej ostrej niewydolności krążeniowo – oddechowej niestety nie da się w 100 % wyeliminować. Cały czas jednak, śmierć na skutek intensywnego wysiłku podczas biegu ulicznego jest po wielokroć mniej prawdopodobna niż śmierć spowodowana wypadkiem komunikacyjnym. Bieganie przynosi wiele więcej korzyści – w szczególności dla tych co niezbyt szybko biegają 🙂 – niż siedzenie przed telewizorem. Myślę więc że warto zaryzykować.

    • rbk17

      wczoraj w Tarnowie zmarł facet, który zasłabł na siłowni, czy wobec tego przed wejściem na siłownię powinno się okazać badania lekarskie? Zaczną od biegania, skończy się na wszystkich dziedzinach życia, będziemy żyć w faszystowskich społeczeństwach.

  • rbk17

    Każdy startujący jest dorosły i powinien sam robić badania, szczególnie ludzie od 50 w górę. Przymus robienia sprawi, że badania nie będą profesjonalne, służba zdrowia się zakorkuje. Zjeżdżać z takim rozwiązaniem!!!

    • Zjeżdżać to można ewentualnie z takim tonem dyskusji. Trochę spokojniej, merytorycznie. I skoro jesteśmy tacy dorośli, tacy samoświadomi to kiedy ostatnio robiłeś morfologię? Tylko szczerze.

      • rbk17

        Nie pańska ani niczyja inna sprawa poza mną, jestem uczciwy i na dzień dzisiejszy mówię, że moje zdrowie jest idealne i mogę startować w każdym biegu do maratonu włącznie(dłuższych dystansów nie biegałem). EKG robione 4 lata temu – idealne. Przenigdy nie miałem problemów z wydolnością. Jak nie wyrabiam tempa to zwalniam, zatrzymuję się albo schodzę z trasy. W czym problem?

        W sporcie amatorskim nie powinny być nigdy wymagane badania lekarskie, jest oświadczenie o biegu na własną odpowiedzialność i to w pełni zwalnia organizatora z odpowiedzialności.

        Co do zmarłych na trasie – na 100% już wcześniej czuli, że coś jest nie tak, czemu się nie zatrzymali – jakaś urojona DUMA czy przerośnięte ego im nie pozwalało? Aż takim szokiem dla nich by było zejście trasy? No nie rozumiem tego – jeśli czuję w trakcie biegu w okolicach połowy dystansu, że czuję się nie najlepiej i jeszcze jestem grubo pod kreską z czasem to wiem, że to nie ten dzień, nie ten bieg i dobiegam do mety bezpiecznym tempem.

        Czemu pan chce mnie KARAĆ za to, że tamci zignorowali swoją słabą dyspozycję abym latał po lekarzach marnując czas i pieniądze?! A może pan opłaci moje badania i wszystko zaaranżuje skoro tak martwi pana moje zdrowie?

      • Aurelia

        Dorosłość to branie odpowiedzialności za swoje wybory. Również za te kiepskie wyboru, do których mamy prawo, jako ludzie wolni.
        Jeśli bym ci powiedziała, że robię morfologię regularnie raz do roku, to wtedy mój argument jest mocniejszy? Czy trzeba robić dwa razy do roku, jak ty, żeby mieć prawo się wypowiadać? Nie dajmy się zwariować.

  • Aurelia

    Piszesz tak, jakby badania lekarskie dawały gwarancję, że nic się nie stanie… Przecież to bzdura. Można być 100% zdrowym i nagle zejść. A można być astmatykiem (jak ja) i dobiec bez problemów.
    Przymusowe badania to tylko i wyłącznie nabijanie portfeli lekarzy, po pierwsze od tych, co się będą musieli zbadać dodatkowo (pomimo regularnych badań ogólnych), a po drugie od tych, co dadzą łapówki za lewe zaświadczenie. Nie bądźmy naiwni, jeśli ktoś o siebie nie dba, to nie zacznie nagle pod przymusem.

  • Rafał Kuczyński

    Witam, ja przebiegłem 2 maratony, pierwszy treningowo dla siebie rok później we Wrocławiu (2017). Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o badania, skłaniam się raczej za tym, aby ich nie było, wydaje mi się, że nawet jak będą to oprócz nabijania kasy medykom nic się nie zmieni. Ludzie na trasie umierają z różnych powodów: brak treningów, ambicja, ukryte wady.. tak było zawsze, teraz jest halo, bo biega kilka milionów Polaków i nagle zaczęło to kogoś interesować. Chcecie badajcie się, nie chcecie nie badajcie, podejrzewam, że wykonane badania i tak za dużo nie pomogą. Ja w zeszłym tygodniu byłem u lekarza i min. zapytałem go o to, że chciałbym wykonać próbę wysiłkową, ekg, morfologię itp. oczywiście na NFZ.. 8m-cy czekania i nie mogę mówić u kardiologa, że dla sportu tylko mam kłamać, że coś mi z sercem dolega. O co tu ku*** chodzi? Nabijanie kasy.. to z tego wyjdzie drodzy moi, albo biegi masowe mocno się okroją w uczestników. Sami musimy poznać swój organizm i po prostu czasem odpuścić, mimo, że się to nam nie podoba i ucierpi nasza ambicja. Pozdrawiam

  • rbk17

    Jeszcze jedno – zatem bardziej jesteś za robieniem badań lekarskich, za ich przymusowym wprowadzeniem, piszesz że we Francji jest obowiązkowe a po chwili, że załatwiłeś je na lewo w 5 minut… czyli mam rozumieć, że trafiło Cię sumienie dopiero jak ktoś umarł na trasie? Również udowodniłeś, że wprowadzenie obowiązku we Francji nic nie dało skoro da się to tak łatwo na lewo załatwić.

    Nie rozumiesz zatem, że ci najbardziej narażeni jak nie przejdą badań to też załatwią je sobie na lewo i w konsekwencji również umrą jak bez nich?

    Weźmy lepiej poszerzajmy świadomość wśród biegaczy aby się regularnie badali. Chociaż nigdy nie miałem problemów ze zdrowiem to również się dobrowolnie zbadam. Natomiast w ogóle nie bierzmy pod uwagę wprowadzenia przymusu bo to tylko pogorszy sprawę.

    Pozdrawiam i życzę również przemyśleń w tym temacie.