Luty 2

5 rzeczy, których nauczy Cię dieta

By Edwin Zasada In Nowe życie

Czasem każdy z nas ma takie dni, że najchętniej zwinąłby się w kłębek, zaciągnął w oknach rolety, przykrył kocem i poszedł spać. Ewentualnie odwinął z papierka najbardziej kaloryczną czekoladę jaką świat widział i zjadł całą. Oczywiście na raz i to największą z możliwych.

Dziś u mnie nadszedł taki dzień. Za wczesna pobudka, za mało kawy, za mała przestrzeń do pracy. Sam nie wiem, co na to wpłynęło, ale od rana czułem się jak mucha w smole, której nie dość, że nic nie wychodzi, to jeszcze nie ukrywa, że jej się nie chce.

Miałem kilka rzeczy do zrobienia, zaplanowany trening i tekst do napisania. Nagle plany rozsypały się jak domek z kart, pomysły na tekst uleciały, a ochota na bieganie wzięła urlop na żądanie.

Niestety nie miałem w domu ani grama czekolady, nawet gorzkiej. Nie mam też rolet, a przez trwający remont i tak nie miałbym szans zasnąć.

Zatem zmusiłem się do wykonania swoich zadań, a później podjąłem próbę zebrania swojego dupska na trening. Udało się, nie wiem jak, ale się udało. Cud? Prawdopodobnie.

I wiesz co? To była najlepsza rzecz jaka mnie spotkała dzisiejszego dnia. Po pierwszym kilometrze poczułem niespodziewany zastrzyk energii i nagle nabrałem chęci do działania. Jakby mi ktoś baterie wymienił.

Nie dość, że wykonałem swój plan biegowy, to wracając nie zaszedłem do sklepu po czekoladę (a miałem taki plan ruszając tyłek z kanapy), natomiast wróciłem z pomysłem na tekst.

Tak, na tekst, który właśnie czytasz. Dziś chcę podzielić się informacją na temat tego, czego można nauczyć się podczas diety.

Po ponad roku zmagań z wagą, a dokładniej kilku miesięcy jej utrzymywania wiem, że podczas tego całego czasu nauczyłem się 5 ważnych rzeczy.

Cierpliwości

To chyba najbardziej oczywista rzecz jakiej człowiek uczy się podczas diety. Jak powszechnie wiadomo, żadne cuda nie działają, zatem na efekty trzeba ciężko i długo pracować. Przychodzą one z czasem i są widoczne stopniowo. Bardzo stopniowo. Jak zwykłem już mawiać, w jeden dzień się nie przytyliśmy, to i nie spodziewajmy się, że w jeden dzień schudniemy.

Planowania

Będąc na diecie uczymy się planować niczym najwybitniejszy strateg. Planujemy zarówno krótko- jak i długotreminowo. Rozpisujemy tygodniowe plany żywieniowe, treningowe. Tworzymy listy zakupów, rozpisujeme cele na miesiące, kwartały, lata oraz ścieżki jakimi planujemy do nich dotrzeć. Tak, dieta uczy nas planowania, a to bardzo przydatne w codziennym życiu, zarówno prywtnym jak i zawodowym.

Sumienności

Nie znam nikogo, kto był lub jest na diecie i odnosi efekty, a nie jest sumienny. No nie da się bez tego zredukować, a tym bardziej utrzymać wagi. Nie wyobrażam sobie, że mój plan żywieniowy wyglądałby jak szachownica wypełniona dziurami na szybkie i niezdrowe posiłki na mieście przekraczające dozwoloną kaloryczność. W ten sposób nic bym nie osiągnął, a chyba nie po to zaczynamy morderczą pracę nad własnym ciałem, aby szybko wywiesić białą flagę.

Systematyczności

Skoro jesteśmy sumienni, to również powinniśmy być systematyczni. Ja nigdy nie lubiłem się spóźniać, tak samo jak nie lubię, gdy ktoś to robi z nieuzasadnionej przyczyny. Podobnie jest z posiłkami. Skoro mam zjeść ich pięć w ciągu dnia w odstępach trzech godzin, to jak w szwajcarskim zegarku o godzinie „X“ siadam i jem. Wiem, to strszne, ale lubię mieć poukładane życie. Chaos oczywiście ma swoje zalety, ale nie przy diecie.

Samodyscypliny

To taka wisienka na torcie. W końcu każdy z nas jest kowalem swojego losu i jeżeli mamy trening do wykonania czy posiłki do ugotowania, to nikt nam nie stanie nad głową i nie powie „zrób to“. Sami musimy nad tym panować, sami musimy się pilnować i motywować do działania.

To oczywiście tylko najważniejsze moim zdaniem z cech jakie kształtuje w nas odchudzanie.

Widzę to wszystko po sobie i wiem, że gdyby nie kształtowanie ich, przegrałbym walkę z kilogramami. Oczywiście jak każdemu również i mi zdarzają się słabsze dni i potknięcia. Jednak uczę się na błędach, analizuje i zaczynam pewne rzeczy wykonywać mechanicznie, a to bardzo dobry znak.

Uważam, że dieta nie dość, że pozwoliła mi zrzucić zbędny nadbagaż kilogramów i nauczyła mnie gotować, to również pomogła stać się lepszym człowiekiem.

A Twoim zdaniem czego uczy nas dieta?

blog roku 2014

  • Bardzo dobry tekst Edwin. Mnie dieta (a może nawet szerzej – nowy tryb żywienia, ćwiczenia) uczy także słuchania częściej siebie i uczenia się siebie, nie walki ze sobą, ale kształtowania siebie – fizycznie i psychicznie. I tak – systematyczność, sumienność wyostrza się. Ja nie lubię sztywno planować i działać „od – do”, ale czasem trzeba. Pozdrawiam z początku tej drogi. Btw. Chyba w tym komentarzu uzewnętrzniłam się bardziej, niż gdziekolwiek;) Ale to dobre miejsce na to.

    • Ilona, dziękuję za miłe słowo. 🙂 Bardzo cenię sobie Twoją opinię, zatem jest mi mega, mega miło. Co do słuchania siebie to wiedz, że mamy podobnie, ale tylko temacie ćwiczeń. Jedzenie mam zaplanowane – bardzo mocno. Wiem co z czym i ile oraz kiedy zjeść. Dlatego rozdzieliłem te tematy. Zapuszczę trochę spoiller, ale za jakiś czas opiszę jak u mnie, wolnego elektrona bez planu wyglądają treningi i czym się przy nich kieruję. A miejsce do uzewnętrzniania jest wydaje mi się odpowiednie. Gdybyś potrzebowała jakiejś wskazówki lub zwyczajnie chciała pogadać o diecie/ćwiczeniach wiesz gdzie mnie szukać. Zawsze służę dobrym słowem. 🙂 A teraz idę po kawę i dalej uciekam w świat egzotycznych miejsc jak Filipiny. 😉

      • Dla mnie największym wyzwaniem będą ćwiczenia i zdrowe jedzenie podczas wyjazdów zagranicznych, których w tym roku planuję sporo… A! I wszystko zaczęło się od tego, że mi poleciłeś kiedyś Linię Dobrego Smaku:)

        • Napisałem właśnie komentarz na dobre 1,5 strony A4 w temacie diety w podróży. Czy nie masz nic przeciwko jak na Twoje obawy odpowiem w tym tygodniu osobnym wpisem? Myślę, że temat może być dla wielu ludzi interesujący, a tekst pomocny. 🙂 A co do cateringu dietetycznego – cieszę się, że mogłem jakoś Cię zainspirować. 🙂

          • Super, czekam zatem na ten wpis!!!
            Ja wiem, że nie można sobie mówić „jestem na wyjeździe to mogę”, że trzeba ciągle pamiętać o zdrowych nawykach i wybierać mniej kaloryczne wersje posiłków, dużo ruszać się itepe. Kusi jednak, by spróbować lokalnych smakołyków, no bo „przecież muszę to opisać na blogu”, albo „bo będę żałować, że nie spróbowałam”. :)))) Poza tym zmiana kraju co miesiąc to zmiana kuchni. Jestem ciekawa jak mi to wyjdzie:) Jeśli podróżuje się z kimś to można komuś oddać część porcji (tak robiłam w Indiach), a samemu…. albo prosić o pół, albo płacić za całość i zostawiać, albo płacić za całość i prosić o pół:)))

  • Mnie dieta nauczyła, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Brzmi to trochę banalnie, ale gdy ważyłam grubo ponad setkę, myślałam sobie, że nie nadaję się do niczego, nic mi się w życiu nie uda i zawsze pozostanę nikim. Te myśli wracają, jasne, ale zawsze wtedy myślę sobie, że skoro taki grubas jak ja potrafił zamienić się w stosunkowo normalnie wyglądającą dziewczynę, impossible is nothing 🙂

    • Oj tak, patrzenie wstecz i podziwianie efektów ciężkiej pracy potrafi człowieka nawet w najgorszy dzień postawić na równe nogi i pchnąć do działania. Mało tego, jest jedną z tych rzezy, które pomagają nie poddać się i nie wrócić do stanu wyjściowego, bo wiemy ile ciężkiej pracy ta walka z kilogramami nas kosztowała. 🙂 PS. Gratuluję zmiany życia. 🙂

  • Basia Biskupiak

    Świetny tekst Edwin, ja dopiero zaczynam moją przygodę z nowym stylem życia (nie chcę tego nazywać dietą czy odchudzaniem, bo chcę zmienić nawyki żywieniowe już na zawsze najlepiej) i muszę się nauczyć planowania i systematyczności, a przede wszystkim gotowania. Jednakże widzę problem z jedzeniem 5 razy dziennie o ścisle okreslonych porach. Pracuję w najrozmaitszych godzinach (6-14:30, 9-16:30, 11:45-6:15) z 30-minutową przerwą na posiłek. Przerwy też są o najrozmaitszych godzinach i bardzo często nie udaje mi się iść na nią o wyznaczonej porze. Dodam jeszcze, że jedzenie w godzinach pracy nawet małych przekąsek nie wchodzi w grę.. Co zrobić w takim razie?

    • agnieszka mielczarek

      autorowi gratuluję bloga! pracuję z klientami nad zmianą m in stylu życia, nawyków etc, jeśli mogę wam polecić to po pierwsze szukajcie rozwiązań dla siebie najlepszych, np co polecilibyście najlepszej przyjaciólce czy dziecku gdyby była w twojej sytuacji, uruchomcie najbardziej kreatywne rozwiązania. SKoro stare drogi zaprowadziły was na starych rezultatow to musicie znależć nowe. Co jeszcze możesz zrobić, poza tym jedzcie świadomie, ciasto u babci nie jest problemem, jeśli zjesz kawałek a nawet dwa to świat się nie zawali to nie koniec świata, poprostu albo wyznacz sobie aktywność ktora to spali, włącz youtube pocwicz, albo swiadomie przez kolejne 2 dni jesz lekko, kontrolujesz sytuację. Świadome jedzienie zmiana nawyków nie oznacza umęczania się , nie oznacza ze nigdy więcej sernika cioci Jadzi, oznacza kontrolę nad sytuacją, dziś mam dzień że pewnie się zaslodzę ale oznacza to ze zbilansuje to : no wlasnie tak jak ci odpowiada najlepiej. pozdrawiam wszystkich dzielnych! agnieszka mielczarek coach zdrowia i żywienia

  • Dokladnie: te punkty mozna by zastosowac do wszystkiego, wiesz ja wlasnie napisalam wpis o tym, jak dotrzymac swoje postanowienia noworoczne (bo podobno 4 osoby na 10 rezygnuja z nich przed poczatkiem lutego) i wyszly mi takie same rzeczy, co Tobie odnosnie diety. Super blog. Bede zagladac, choc nie odchudzam sie, ale chce zyc zdrowo. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Silnego charakteru, którego mnie brakuje. Moje podejścia do diety obnażają wszystkie moje słabości i strach przed zmianą nawyków. Ciągle krąży mi pogłowie: a co ja zrobię jak pojadę do babci? już nigdy nie tknę czekolady! i takie tam. Wiem, że takie zadręczanie się jest niedorzeczne i nie mam racji, no ale walczę z umysłem, a z nim trudno wygrać.

  • Daria

    Ładne 10 lat borykałam się z nadwagą, pod koniec nawet z otyłością, które próbowałam zwalczyć różnymi dietami, których jest pierdyliard wymyślonych. Ponad 2 lata temu trwale zaczęłam zmieniać nawyki żywieniowe, nie, nie przeszłam na dietę, zmieniałam te złe, utrwalone nawyki. Coli już nie lubię, czipsów też nie. No dobrze, lubię, ale możeraz na kwartał zdarzy mi się Ten Wielki Grzech, to teraz, bo przez pierwszy rok ich nie tknęłam. Organizm mi tego jednak nigdy nie wybacza, dnia następnego na środku nosa – zawsze! – wyskakuje mi wielki prychol. Niemniej jednak zmniejszenie porcji, a zwiększenie częstotliwości, urozmaicenie posiłków, nie pomijanie ich (ale nie totalna rezygnacja ze wszystkiego, dieta oparta na liściu sałaty to nie dieta, to „bardziej głupia być nie możesz?” wystarczyło jednak, żeby pożegnać prawie 40 kg bagażu.
    Złotą moją zasadą jest „jedz smacznie i zdrowo, ale trochę mniej ;-)”. To moja nauka z diety.

    • Prawda, że proste? Dieta ma być przyjemnością, a nie czymś co będzie nas niemal wprowadzać w stan depresji. 🙂 Ja również tak naprawdę nie stosuje żadnych konkretnych diet poza mniej jeść, a regularniej i zdrowo. 🙂 Pozdrawiam.

  • Dzięki, Edwin. Zaczynam swoją przygodę z dietą. Moim największym problemem jest żarcie na zewnątrz. Męczę się strasznie przy gotowaniu i non stop staniu przy garach. Nie jem fastfoodów, ale w restauracjach porcje są spore, desery pyszne, sałatki na majonezie genialne… Chyba zrobię sobie 2 cheat dinners na tydzień (kiedy będę najbardziej padać na twarz) a cała reszta z jadłospisu. Hmm. Ale już widzę, że ciężko będzie 🙁

  • Witaj
    Na szczęście nigdy nie musiałam walczyć z nadwagą i uważam, że większość z tych cech już w sobie mam, jednak zawsze można coś ulepszyć ,,swoje ja”. Po przeczytaniu Twojego tekstu stwierdzam, że mojemu mężowi przydałaby się taka dieta. Może nie ze względu na nadwagę, ale pragnęłabym, aby wyrobił u siebie te cechy.

    Pozdrawiam Ania