Czerwiec 24

4. PKO Nocny Wrocław Półmaraton – relacja

By Edwin Zasada In Nowe życie

Za każdym razem, gdy zaczynam pisać relację z jakiegoś biegu,  zastanawiam się czy kogoś to interesuje, czy ktoś to czyta, czy ja umiem to dobrze napisać. Spróbuję jeszcze raz, tym razem opowiem Wam o Wrocławiu i o półmaratonie, który jest inny od pozostałych startów.

Pierwszym wyróżnikiem imprezy, która miała miejsce w miniony weekend jest fakt, że biegnie się nocą. Gdy nad stolicą Dolnego Śląska zapada zmrok, na Stadionie Olimpijskim gromadzą się tłumy biegaczy. W powietrzu czuć zapach bananów, maści rozgrzewających, a w uszach dudnią przechwałki i opowieści o wcześniejszych startach oraz planach na biegową przyszłość. Ktoś się rozgrzewa, ktoś stoi w kolejce do toi toia… niby standard, ale jednak inaczej, w ciemności, przy świetle księżyca i ulicznych latarnii. To robi klimat.

Jednak skupienie podczas tego biegu musi być maksymalne. Trasa wiedzie wąskimi uliczkami, czasem po płaskim asfalcie, czasem po bruku. Zdarzy się również, że dopadną nas egipskie ciemności lub drogę przetnie nam jakiś zniecierpliwiony, spieszący się do domu przechodzień.

4. PKO Nocny Wrocław Półmaraton relacja

Byłem na to wszystko przygotowany, w końcu biegam nie od wczoraj. Ba, to moja druga „randka” z tym biegiem. Za pierwszym bolało, zatem tym razem zmieniłem nastawienie. Chociaż trasa płaska jak stół kusi do walki o życiówkę, to miał być dla mnie tylko biegowy przystanek w drodze do czegoś większego. Ta połówka to był zwykły trening i nic więcej. Zero ścigania, zero przepychania na trasie przez tłum, po prostu banan na ustach i cisnę do przodu zgodnie z planem.

Na zgrywanie biegowego kozaka przyjdzie czas we wrześniu, wtedy udowodnię sobie, ile tak naprawdę jest wart mój ostatni biegowy rok. Wtedy wrócę do Wrocławia na królewski dystans.

4. PKO Nocny Wrocław Półmaraton relacja

Nauczony doświadczeniem z innych startów oraz treningów zadbałem o wszystko. W walizce na podróż schowałem dwa sprawdzone stroje biegowe. Solidnie naładowałem węglowodany dzień przed oraz w dniu startu, organizm był nawodniony, a w kieszonce spodenek miałem żel energetyczny tak na wszelki wypadek, chociaż staram się na treningach ich nie używać.

Gdy przyjechałem na miejsce startu zatłoczonym tramwajem, zobaczyłem tłum – 10 000 biegaczy chciało się zmierzyć ze swoimi słabościami. Pomyślałem, że Ci ludzie są wielcy, włożyli tyle pracy, aby wyjść ze strefy komfortu i udowodnić coś sobie. Wooow! Szacun dla nich.

Ten obrazek upewnił mnie, że będzie ciasno, że będzie wesoło, że Wrocław opanują biegacze. Na trasie biegu nie zabrakło również polskiej elity. Lista startowa błyszczała takimi nazwiskami jak Lewandowska, Chabowski, Kulka, Dobrowolski czy Gardzielewski… To zapowiadało świetne widowisko dla kibiców. I tak było, o czym opowiem kilka linijek niżej.

Jak widać, Wrocław cieszy się biegowym uznaniem. Pakiety rozeszły się tu niczym świeże bułeczki.

4. PKO Nocny Wrocław Półmaraton relacja

Pogoda o 22:00 była prawie wzorowa, chociaż wilgotność powietrza mogła ciut doskwierać. Na szczęście trenując cały rok na dworze, niezależnie od tego czy pada śnieg, deszcz, czy napiera niemiłosiernie słońce, człowiek jest przygotowany sprostać temu wyzwaniu. W końcu nie ma złej pogody do biegania, prawda?

Po starcie się zaczęło. Slalom raz z lewej, raz z prawej, ale cały czas przed siebie. Początek trasy nie jest dość urokliwy, ciemno jak cholera, ale to, co dzieje się po 3 km, robi wrażenie.

Od zawsze twierdzę, że każde miasto nocą nabiera uroku. I nie koniecznie chodzi mi tu o to, że wracając z imprezy wszystko wydaje się piękniejsze po kilku głebszych, po prostu światła miasta przykrywają pewne niedociągnięcia architektoniczne, tworząc jednocześnie urokliwy klimat. Tak też było tym razem.

Nawet punkty odżywcze z asfaltem usłanym plastikowymi kubeczkami wyglądały inaczej, lepiej.

Most Grunwaldzki, centrum Wrocławia, cała trasa, która była pięknie oświetlona i pełna kibiców, zagrzewała serce i głowę do większego wysiłku. W takich okolicznościach, gdy obcy Ci ludzie dopingują i zbijają piątki, nie ma że boli, nie ma że się nie da, trzeba biec i podziwiać, aż się przekroczy linię mety.

Tam czeka pamiątka, tam zmęczenie traci na znaczeniu, a dopada nas mega radość. Tak było i tym razem. Kilka tysięcy ludzi dobiegło do celu. Najszybsi pojawili się ponownie na stadionie po upływie 1 godziny i trzech minut. Wśród najlepszych można było zobaczyć m.in Marcina Chabowskiego, który zacięcie walczył do końca z biegaczami z Kenii i Etiopii zajmując finalnie 3 miejsce.

Przyznam szczerze, że zazdroszczę kibicom tego widowiska. Pamiętam jak na Orlenie kibicowałem Arturowi Kozłowskiemu i Henrykowi Szostowi… myślę, że tutaj również mógłbym zedrzeć głos, aby tylko Marcin urwał te kilka cennych sekund.

4. PKO Nocny Wrocław Półmaraton relacja

No ale ktoś musi biegać, aby ktoś mógł kibicować. Cieszę się, że mogłem tworzyć ten bieg. Cieszę się, że mogłem pobiec dla małej Oliwki. Cieszę się, że bieganie staje się coraz popularniejsze. I chociaż internet zalała fala żółci i pomyj pod kierunkiem organizatorów, z całego serca polecam chociaż raz przyjechać do Wrocławia, aby zadeptać tutejszy asfalt. Naprawdę dla tych widoków warto.

  • Aurelia

    Lubię twoje relacje, a po tej z pierwszego maratonu zapisałam się na swój pierwszy 😉 Pisz dalej!

    • Miło to czytać, bo bycie dla kogoś motywacją jest miłe 🙂

  • Ola

    super relacja 🙂 mam nadzieję do zobaczenia na kolejnym półmaratonie 🙂